„To powiedział Jezus, a podniósłszy oczy ku niebu, rzekł: Ojcze, nadeszła godzina. Otocz swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś. A to jest życie wieczne: aby poznali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa.” (J 17,1–3)
Siedemnasty rozdział Ewangelii św. Jana jest nazywany przez wielu Ojców Kościoła „modlitwą arcykapłańską” Chrystusa. To niezwykły moment — Jezus przed swoją męką odsłania najgłębsze pragnienie Boga wobec człowieka. Nie mówi o sukcesie, sile ani ziemskim zwycięstwie. Mówi o życiu wiecznym. Ale czym ono jest? Chrystus odpowiada jasno: „aby poznali Ciebie”.
W perspektywie prawosławnej poznanie Boga nigdy nie oznacza jedynie wiedzy intelektualnej. Nie chodzi o religijną teorię ani zbiór pojęć teologicznych. Jak podkreślał Kallistos Ware, człowiek może znać wiele definicji dotyczących Boga, a mimo to żyć tak, jakby Boga nie było. Prawdziwe poznanie jest spotkaniem, wejściem w relację i przemianą serca.

Ware pisał, że zbawienie w chrześcijaństwie wschodnim jest przede wszystkim uczestnictwem w życiu Boga. Dlatego Chrystus nie mówi: „życiem wiecznym jest wiedzieć coś o Bogu”, ale „poznać Boga”. To poznanie dokonuje się przez modlitwę, liturgię, Eucharystię i życie w miłości.
Podobnie nauczał św. Atanazy Wielki, który wypowiedział słynne zdanie: „Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek stał się bogiem przez łaskę”. To właśnie jest centrum prawosławnej duchowości — przebóstwienie, czyli theosis. Człowiek został stworzony nie tylko po to, by przestrzegać przykazań, ale by uczestniczyć w Bożej chwale.
Kiedy Chrystus mówi: „Otocz swego Syna chwałą”, nie chodzi Mu o ziemski triumf. Chwała objawi się na krzyżu. To paradoks Ewangelii: największa chwała Boga objawia się w miłości zdolnej do ofiary. Współczesny świat utożsamia chwałę z sukcesem, wpływem i siłą. Chrystus pokazuje inną drogę — drogę pokory i oddania.
Św. Jan Chryzostom zauważał, że Jezus modli się publicznie nie dlatego, że potrzebuje modlitwy, ale dlatego, by nauczyć uczniów jedności z Ojcem. Człowiek wierzący bardzo często traktuje modlitwę jako obowiązek albo religijny rytuał. Tymczasem dla Chrystusa modlitwa jest oddychaniem miłością Boga.
Współczesny teolog prawosławny Aleksander Schmemann pisał, że największym problemem człowieka jest utrata poczucia obecności Boga w codzienności. Żyjemy szybko, powierzchownie, rozproszeni tysiącem informacji. Tymczasem życie wieczne zaczyna się już teraz — tam, gdzie człowiek naprawdę spotyka Boga i pozwala Mu przemieniać swoje serce.
Ten fragment Ewangelii przypomina również, że chrześcijaństwo nie jest religią strachu, ale komunii. Chrystus modli się za swoich uczniów, oddaje ich Ojcu i prowadzi ku jedności. W świecie pełnym podziałów, agresji i samotności chrześcijanin jest wezwany do budowania pokoju i wspólnoty.
Zdaje się, że wskazówka dla nas jest w tym przypadku bardzo konkretna: życie wieczne zaczyna się nie po śmierci, ale w chwili, gdy człowiek naprawdę zaczyna żyć z Bogiem. Dlatego współczesny chrześcijanin powinien każdego dnia znaleźć czas na świadome spotkanie z Chrystusem — choćby kilka minut ciszy, modlitwy Jezusowej, uważnego czytania Ewangelii czy pojednania z drugim człowiekiem.
Jak przypominał Kallistos Ware: „Nie możemy spotkać Boga, jeśli nie nauczymy się zatrzymywać”. Człowiek XXI wieku potrzebuje nie tylko więcej informacji o Bogu, ale przede wszystkim głębi, ciszy i serca otwartego na obecność Chrystusa.
Dodaj komentarz