„Trzeba wam się na nowo narodzić” – Rozważanie na Trzecią Niedzielę po Uroczystości Ducha Świętego do J 3. 1-16 (o. Jacek Brakowski)

wpis w: Rozważania | 0

Spotkanie Chrystusa z Nikodemem należy do najbardziej poruszających rozmów zapisanych w Ewangelii. Nie dlatego, że padają w niej łatwe odpowiedzi, ale dlatego, że Jezus dotyka najgłębszego pytania człowieka: czy można zacząć życie od nowa?

Nikodem przychodzi nocą. To nie tylko informacja o porze dnia. Święci Ojcowie widzieli w tej nocy obraz ludzkiego serca – człowieka, który zna Pismo, modli się, przestrzega przykazań, a jednak w głębi pozostaje niespokojny. Święty Jan Chryzostom zauważa, że Nikodem nie przychodzi jako przeciwnik Chrystusa, lecz jako człowiek szukający światła. Właśnie dlatego Jezus nie daje mu kolejnego wykładu o moralności. Zamiast tego mówi coś, co burzy cały jego dotychczasowy sposób myślenia: „Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego.”

Dla współczesnego człowieka słowa te brzmią niemal obraźliwie. Żyjemy przecież w świecie, który nieustannie zachęca do „pracy nad sobą”, „rozwoju osobistego”, „stania się lepszą wersją siebie”. Chrystus mówi coś znacznie bardziej radykalnego. Nie potrzebujesz jedynie poprawy. Potrzebujesz nowego życia.

W tradycji prawosławnej narodzenie z wody i Ducha nie jest metaforą psychologicznej przemiany. Jest rzeczywistością chrztu – zanurzenia starego człowieka w śmierci Chrystusa i narodzenia nowego stworzenia. Święty Cyryl Jerozolimski pisał, że w wodzie umiera dawny człowiek, a Duch Święty rodzi człowieka dla życia wiecznego. Jednak Ojcowie równie mocno podkreślają, że chrzest nie kończy tego procesu. Jest jego początkiem.

Święty Maksym Wyznawca uczy, że całe życie chrześcijanina jest nieustannym urzeczywistnianiem łaski otrzymanej na chrzcie. Można więc być ochrzczonym, a mimo to żyć tak, jakby nigdy nie narodziło się nowe serce. Można nosić krzyż na szyi, a jednocześnie pozwalać, by duszę kształtował lęk, pycha, gniew czy przywiązanie do własnej woli.

Dlatego słowa Chrystusa nie są jedynie wspomnieniem naszego chrztu sprzed wielu lat. Są pytaniem zadanym dzisiaj. Czy moje życie rodzi się z Ducha, czy jedynie z przyzwyczajenia? Czy modlę się dlatego, że kocham Boga, czy dlatego, że wypada? Czy przebaczam dlatego, że Chrystus przebaczył mnie, czy czekam, aż drugi zrobi pierwszy krok? Czy moje decyzje rodzą się z Ewangelii, czy z kalkulacji, lęku i troski o własną wygodę?

Święty Serafin z Sarowa powtarzał, że celem życia chrześcijańskiego jest zdobycie Ducha Świętego. Nie oznacza to poszukiwania niezwykłych doświadczeń. Oznacza pozwolenie, aby Duch przemieniał serce dzień po dniu. Bo człowiek naprawdę narodzony z Ducha nie staje się kimś spektakularnym. Staje się podobny do Chrystusa: bardziej cichy niż hałaśliwy, bardziej miłosierny niż surowy, bardziej pokorny niż pewny siebie.

Jezus mówi również: „Wiatr wieje tam, gdzie chce”. Duch Święty nie daje się zamknąć w naszych schematach. Narodzenie z Ducha oznacza zgodę na to, że Bóg poprowadzi mnie drogą, której sam bym nie wybrał. Czasem przez radość, a czasem przez cierpienie. Czasem przez sukces, a częściej przez doświadczenie własnej słabości. Bo właśnie wtedy pęka skorupa starego człowieka.

Nikodem przyszedł do Jezusa nocą. Ale Ewangelia pokazuje, że ta noc nie trwała wiecznie. Później odważnie staje w Jego obronie, a po śmierci Chrystusa pomaga złożyć Jego ciało do grobu. Człowiek, który przyszedł ukryty w ciemności, zaczyna żyć w świetle. Tak wygląda nowe narodzenie – nie jest jednorazowym uczuciem, lecz drogą, na której człowiek coraz mniej ukrywa się przed Bogiem i przed prawdą o sobie.

Być może największym złudzeniem współczesnego chrześcijanina jest przekonanie, że wystarczy pozostać „porządnym człowiekiem”. Tymczasem Chrystus nie przyszedł po to, aby uczynić nas jedynie lepszymi ludźmi. Przyszedł, aby uczynić nas nowymi ludźmi.

Narodzić się na nowo oznacza każdego dnia pozwolić umrzeć w sobie temu, co nie jest Chrystusem, aby coraz wyraźniej objawiało się w nas Jego życie. I może właśnie po tym można rozpoznać człowieka narodzonego z Ducha: nie po tym, że wiele mówi o Bogu, ale po tym, że inni, spotykając go, zaczynają odczuwać obecność Boga.

Bo nowe narodzenie nie zmienia przede wszystkim naszych okoliczności. Ono zmienia nasze serce. A gdy serce staje się mieszkaniem Ducha Świętego, nawet noc zaczyna ustępować miejsca światłu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *