Bogaty biedak i biedny bogacz – Rozważanie na IV Niedzielę po Uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego 28.04.2024 (o. Paweł Barylak)

wpis w: Rozważania | 0

Przerażająca jest bezimienność bogacza w przypowieści Jezusa (Łk 16, 19-31). Co z tego, że miał pałac, pieniądze na zabawę i wspaniałe szaty. Mimo to jego imię nie zapisywało się w sercu Boga. To tak jakby Bóg nie chciał znać go ani za życia, ani po śmierci. Ta bezimienność jest konsekwencją głupiego życia. Głupota wyrażona zdaniem „dzień w dzień świetnie się bawił” polega na tym, że bogacz dzień za dniem tracił świadomość, po co żyje. W hałasie codzienności i zabaw gubiło się jego sumienie. W wystawności stołów i przepychu ubrań stracił świadomość, że u bram jego pałacu leży biedak. Dzień po dniu, świetnie się bawiąc, tracił Niebo, a zbliżał się do bramy otwierającej Otchłań. Postawą bogacza Jezus przestrzega nas przed pokładaniem ufności w dobrobytach doczesności. Zdaje się mówić, abyśmy nie przehulali życia, a śmierci nie przegapili. Ona przyjdzie. Ona przychodzi do nas dzień po dniu. W jej godzinie okaże się czy żyliśmy mądrze czy głupio.

Okryty wrzodami żebrak, cuchnący chorobą i łaknący odpadków ze stołów bogacza, ma imię. Dla bogatej części społeczeństwa jest to tylko bezimienny żebrak; dla Boga jest to Łazarz. Bieda nie skreśla jego imienia z bożego rejestru. Po śmierci aniołowie niosą go na łono Abrahama. Tutaj doznaje pociechy, której próżno oczekiwał w doczesności od bogacza. W losie Łazarza Jezus zapewnia nas, że wszelka bieda ma swój kres. Pocieszająca jest perspektywa wiecznego wyzwolenia i radowania się po śmierci Smutek ustąpi, a zniszczone wrzodami (czy inną chorobą) ciało zostanie przeobrażone w bożym miłosierdziu.

Bogacz dopiero w Otchłani przebudził się. Za życia nie troszczył się o żebraka, a teraz przypomniał sobie o istnieniu pięciu swoich braci. Prosi ojca Abrahama, aby do nich posłał Łazarza:  z przestrogą, żeby żyjąc mądrze uniknęli cierpień po śmierci. To w życiu doczesnym jest czas na odruchy miłosierdzia. Na budzenie sumienia. Na oddawanie go formowaniu w dłoniach Stwórcy. Na ćwiczenie oka w zauważaniu głodnego chleba i szacunku. Na trening dłoni, by ciszej zamykało drzwi. Na gimnastykę ucha, by – choćby przy kawie – słuchać człowieka z uwagą, odlepiając oczy od ekranu smartfona. Na dotlenienie serca miłością, by nie zadusiło się w egoizmie. Najwyraźniej wynika z tej przypowieści, że bieda w Łazarzu prawości sumienia nie zabiła. Bo w każdej sytuacji, w bogactwie i biedzie, można ocalić sumienie.

o. Paweł Barylak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *