Nie bój się Mamusiu, nie bój się Tatusiu… zaradź memu niedowiarstwu! – Rozważanie na IV Niedzielę po Uroczystości Zesłania Ducha Świętego 16.06.2024 (o. Jacek Brakowski)

wpis w: Rozważania | 0

Bohater dzisiejszej perykopy ewangelicznej (Mk 9,14-29) chorował od dzieciństwa. Doświadczał nękania przez złego na różne sposoby. Chłopiec cierpiał niewymownie i zapewne stały lęk towarzyszył mu każdego dnia. Z całą pewnością cierpiał również jego ojciec, który gdzieś w głębi serca zadawał sobie pytanie „dlaczego to spotyka właśnie moje dziecko?”. Dlaczego nikt nie jest w stanie mu pomóc?”. W tym przypadku zawiedli także uczniowie Jezusa. Nie mogli uzdrowić nękanego przez złego ducha. Dlatego zatroskany, kochający ojciec staną przed Mistrzem z Nazaretu i nieśmiało poprosił „Lecz jeśli możesz co, zlituj się nad nami i pomóż nam!”. Gdy usłyszał odpowiedź: Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy». Wykrzyknął z nadzieją „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!”. Czują tę wiarę ojca Jezus dokonał spektakularnego cudu. Przywrócił zdrowego syna ojcu. Ich radość była zapewne ogromna. Był to punkt zwrotny w ich życiu! Odtąd wszystko stało się dla nich nowe, tchnienie nadziei na przyszłość odmieniło ich sposób postrzegania świata.

W tym miejscu chciałbym się krótko podzielić własnym świadectwem sprzed roku. Dokładnie 31 maja 2023 roku zdiagnozowano u mnie ciężką stenozę zastawki aorty serca. Zdawałoby się, że powinienem przyjąć tę wiadomość ze spokojem, gdyż od niemowlęctwa  – urodziłem się z wadą wrodzoną jelit – całe moje życie naznaczone było zabiegami operacyjnymi i chorobami, które jednak Bóg dawał mi z powodzeniem przeżyć. Tym razem było inaczej. Perspektywa była inna. Po mojej konwersji na prawosławie odpowiedzialność za rodzinę i troska o najbliższych zmieniła sposób mojego myślenia. Nie byłem już sam, a ewentualne “przeniesienie się do wieczności” nie pozostałoby bez trwałego śladu dla najbliższych. Wkradł się w moje myśli lęk i niepewność. Strach przed zbliżającym się zabiegiem operacyjnym ratującym życie był ogromnym wyzwaniem duchowym i psychicznym. Jednak Pan Bóg miał w tym swój plan. Ponieważ wraz z Żoną Ewą staramy się pozostać wiernymi modlitwie różańcowej, to właśnie Najświętsza Dziewica Maryja ubłagała u Syna Bożego słowa pociechy dla nas. W czerwcową niedzielę odwiedziliśmy moją Mamę Annę. Był późny wieczór. Dlatego też, aby nie kąpać po powrocie do domu najmłodszej w rodzinie, dwuletniej wówczas Marianny, moja Żona postanowiła ją umyć przed wyruszeniem w drogę powrotną. Po przyniesieniu Marianki w ręczniku do pokoju, nagle chwyciła leżący na komodzie różaniec i naga „jak ją Pan Bóg stworzył” założyła ów różaniec na szyję. Następnie z rozbrajającym uśmiechem na twarzy kilkakrotnie na przemian podała mojej Żonie i mnie do ucałowania krzyżyk wieńczący różaniec ze słowami: „Nie bój się Mamusiu… nie bój się Tatusiu!”. W naszych oczach pojawiły się wielkie łzy wzruszenia. Nie potrafię inaczej zinterpretować tego wydarzenia jak tylko znaku od Jezusa przekazanego nam przez Najświętszą Bogurodzicę! Nasza dwuletnia córeczka zaradziła mojemu niedowiarstwu! Dwuletnie dziecko, które nie miało pojęcia o naszym zatroskaniu i obawach postawił Jezus przed nami i zapytał „Czy ja nie mogę Ciebie ocalić?”.

Często w naszym życiu brakuje nam zaufania do Jezusowego zmiłowania się nad nami. Dlatego częściej wołajmy „Jezusie ulituj się nad nami!”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *