Misterium świąt chrześcijańskich w ikonie /o. Rafał Szwedowicz/ 

wpis w: Rozważania | 0

 

Ikona Narodzenia Pańskiego

I

1 J 1,5-2,2

Umiłowani: Nowina, którą usłyszeliśmy od Jezusa Chrystusa i którą wam głosimy, jest taka: Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności. Jeżeli mówimy, że mamy z Nim współuczestnictwo, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą. Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu…

Bóg który zszedł na ziemię przechodząc przez łono ziemskiej Kobiety, napełnił świat światłością. To światło wypełniło mury świątyń, czyniąc przestrzeń chrześcijańskiego „domu”- miejscem epifanicznym. „Miłość- pisał św. Tomasz z Akwinu- nie pozwoliła Bogu pozostać samotnym”. Zstąpił On ku ludziom i napełnił ich serca blaskiem i ciepłem miłości. Jak trudno pojąć to świetlane i pełne łaski misterium. „Lęk ogarnęło piekło, bo Stwórca staje się sercem stworzenia”, a Gwiazda Betlejemska ogłosiła Słońce Sprawiedliwości zrodzone z Dziewicy: „Przez niezachodzące Słońce i Stworzyciela, który na niebie niezmierzoną światłość, stałaś się świątynią. Boża Oblubienico i nieskalana Dziewico”- akcentuje liturgia wschodnia. Wraz z Maryją otuloną światłem i przebóstwioną, do tej synergii zostaje zaproszony Kościół. Teraz już Chrystus jednoczy w sobie jako Głowie wszystko, doprowadza do końca wszystko. „Nic nie jest poza Nim. Wcielenie zarazem podtrzymuje świat jako stworzenie Boga, ale i tajemniczo wstrząsa światem jako uwikłanym w przemoc, kłamstwo i ułudę. Świat jest wytrącony z letargu w swym porządku logicznym i koniecznym, przenikniętym śmiercią. On buntuje się przeciw Wcieleniu, odrzuca swą metamorfozę. Światło jaśnieje w ciemnościach, ale ciemności, nie mogąc go zgasić, nie przyjmują go… Przy narodzeniu Bóg i człowiek zamieniają się jakby swoim życiem. Boski zalążek, moc ostatecznej metamorfozy, wszedł w świat. Bogoczłowieczeństwo dokonane w Chrystusie, proponowane ludziom, wszystkiemu nadaje cel…” (O. Clement). Ten proces przemiany świata odsłania ikona narodzenia Chrystusa. Ikona nie ukazuje historycznej narracji z Betlejem, nie ma tu reportażu zaspokajającego ciekawość; lecz jest teologicznym traktatem wskazującym na ustąpienie symbolicznych ciemności świata i zajaśnienie Światłości. „Kłaniamy się Twemu Narodzeniu Chryste, daj nam ujrzeć Twoja Boską Teofanię”. Jego światłość wyznacza punkt zbieżny w ikonie, aby całą kompozycję skierować na Jego przyjście. W następstwie tego otrzymujemy subtelną grę światła i ciemności. Tylko przez takie skontrastowanie nasz racjonalny i obciążony mnóstwem pytań może zedrzeć zasłonę niepoznawalności i przybliżyć oczy duszy ku „Światłości nieznającej zachodu”.
Z ciemną grotą ostro kontrastują promienie światła „spadającego z wysokości”, które są reminiscencją hymnu Zachariasza- jaśnieją „tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają”
(Łk 1,7). Gwiazda bożonarodzeniowej ikony ogniskuje na sobie spojrzenie i emanuje strumieniem światła w kierunku Przedwiecznego złożonego w ciemnościach groty. Gwiazda oznacza tę, którą ujrzeli utrudzeni wędrówką mędrcy ze Wschodu. Wchodząc głębiej w symbolikę- to gwiazdą jaśniejącą na nieboskłonie jest sam Chrystus. „Światłość w ciemności świeci”. Komentuje to w swojej homilii św. Ambroży: „Gwiazda jest widzialna jedynie przez mędrców, nie widać jej tam, gdzie mieszka Herod; tam gdzie przebywa Chrystus, znowu staje się widzialna i wskazuje drogę. Zatem ta gwiazda to droga, droga- Chrystus, ponieważ w tajemnicy wcielenia Chrystus jest gwiazdą, bo „wschodzi z Jakuba, a z Izraela podnosi berło”. Zatem gdzie jest Chrystus, tam i gwiazda, On bowiem jest „Gwiazdą świecącą poranną”. Tak więc wskazuje na siebie swoim własnym światłem”. Wychodzący promień z gwiazdy dzieli się na trzy blaski, wskazując obecność Trzech Osób Boskich w ekonomii zbawienia. Narodzenie dziecięcia jest Teofanią Boga. Na zewnątrz groty usytuowana została Maryja. Jest Ona przyodziana w purpurę, zmęczona po bólach rodzenia, odwrócona plecami do swojego dziecięcia. „Witaj, Gwiazdo, zwiastująca nam Słońce”. To za Nią wzeszła Światłość, którą w skrytości i ludzkiej ograniczoności kontempluje ziemska Matka. Finałem tej ikonograficznej wizji jest spowijająca wszystko radość wypisująca się na twarzach adorujących aniołów. Oni dostrzegają już świat przemieniony. „Jego światłość jest już światłością Paruzji… Ikona objawia wszystkim tę eschatologiczną światłość świętych, jest promieniem Ósmego Dnia, świadectwem rozpoczętej eschatologii” (P. Evdokimov). Niech Chrystus narodzony rozpromieni nasze dusze swoim światłem, abyśmy już widzieli nie jakby w zwierciadle- ale w prawdziwej bliskości- światłości Logosu !

II

„Niech się cieszy niebo i ziemia raduje przed obliczem Pana, bo przyszedł” (Ps 96)- w podniosły sposób Psalmista oznajamia nadejście wyczekiwanego Zbawiciela. Towarzyszy temu wydarzeniu święte drżenie i spowijająca serce człowiecze radość z narodzenia Dziecięcia, którego powiła w sercu świata Maryja Dziewica. Radość narodzin i emanacja miłości z Betlejem przepływa przez każde stworzenie, które dogłębnie poruszone staje w postawie zdumienia i uwielbienia. Całe pokolenia wypatrywały wędrującej gwiazdy, której łuna wyznaczała szlak do miejsca pierwszego objawienia wcielonego Boga. „Tajemnicę widzę, dziwną, niepojętą. Grota niebem się stała, Dziewica- Tronem cherubów. Żłób miejscem Tego, którego żadna przestrzeń nie zamknie: Chrystus w nim leży- wielbijmy Go pieśnią !”- wypowie pełna podniosłości i zachwytu ku górze liturgia bizantyjska. Noc narodzin Życia jest wypełniona euforią szczęścia, rozpościerającą się pomiędzy ludzkim niedowierzaniem i obojętnością, a niewiarygodnym zstępowaniem Bożej łaski. „Bóg na ziemi, Bóg pośród ludzi. Już nie jako dający Prawo, w ogniu i ogłuszającym ryku trąb, na buchającej dymem górze, ale w postaci ciała, cichy i pełen dobroci, przebywający razem z podobnymi sobie. Bóg w ciele… po to, by upodobniwszy się do nas przez ciało, przyprowadzić na powrót do siebie całą ludzkość”- to fragment bożonarodzeniowej homilii św. Bazylego, wskazujący iż w cielesnym narodzeniu Syna Człowieczego dokonuje się święta wymiana. Człowiek zostaje podniesiony i staje się uczestnikiem niebiańskich darów które wraz z pojawieniem się Emanuela stały się na powrót osiągalne. Wyrażają to pełne mistycznej aury słowa poety Angelusa Silesiusa: „Pomyśl tylko: Bóg mną się staje i na ten padół nędzy przychodzi, po to bym ja się znalazł w Królestwie i mógł się Nim stać”. W tych słowach odnajdujemy teologiczne orędzie które obwieszczały już wiele wieków temu, usta Ojców Kościoła; odnowienie człowieka i przebóstwienie: „Bóg się stał człowiekiem, ażeby człowiek stał się Bogiem”. Nie chodzi tu o ludzkie i naznaczone egoizmem samoubóstwienie, ale duchowy postulat- aby stać się przyobleczonym w miłość, na wzór Bożego Syna. „Bóg przyjmuje ubóstwo mojego ciała po to, żebym ja otrzymał bogactwo Jego Bóstwa”(św. Grzegorz z Nazjanzu). To jest najważniejsze przesłanie płynące z misterium Wcielenia. Nie można zagubić tej świadomości i zasłonić jej gąszczem świątecznych świecidełek, czy nieumiarkowanego obżarstwa. Nasza radość wyrasta z wolności która staje się naszym przywilejem- przywilejem niezasłużonym. Bóg wchodząc w historię, tak wiele nam przebaczył: wiarę przenikniętą własnymi wyobrażeniami, brak zdolności kochania, zatwardziałość naszych serc, ludzkie ucieczki w gąszcze grzechu i pokusę samostanowienia o sobie, a nade wszystko paraliżujący serce egoizm. „Wcielony Chrystus…, spoczął w żłóbku nierozumnych stworzeń. Owinięty w pieluszki zerwał więzy naszych grzechów”(Kosma Jerozolimski). Jedyne, co powinniśmy sobie życzyć- to nie zmarnować Jego miłości !

III

Jesteśmy przyzwyczajeni od dzieciństwa do obrazów sentymentalnych
i pełnych ciepła szopek bożonarodzeniowych. To taki wdrukowany kod kulturowy- Chrystus narodził się w szopce. To przekonanie jest w nas taki silne i kształtuje całą gamę wyobrażeń na temat miejsca narodzin Mesjasza. Chrześcijaństwo zachodnie dzięki kulturze skrzętnie przechowywało to wyobrażenie przestrzeni narodzenia Boga- Człowieka w swojej wyobraźni. Muszę niestety zburzyć nasze dziecięce, czasami infantylne wyobrażenia. Dzięki ikonografii renesansowej promieniującej na inne epoki sztuki, utrwalił się w powszechnym przekonaniu model szopki jako tego szczególnego miejsca przyjścia na świat dzieciątka Jezus. Mówimy że pierwszą szopkę zbudował święty Franciszek z Asyżu aby jeszcze mocniej kontemplować Wcieloną Miłość którą odrzucił świat. „Przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli”. Chyba źle odczytali wierzący intencję Franciszka, on nie zbudował szopki wprowadzając ją do kościoła i czyniąc częścią liturgicznego misterium, ale poszedł zabierając ze sobą braci
i odprawił Mszę Świętą do szopki, tym samym wchodząc w klimat ubóstwa, opuszczenia, chłodu i narodzin Dziecięcia pośród zwierząt. Franciszek miał cudowną wyobraźnie i oczyma wiary widział więcej niż my dzisiaj.

Tak naprawdę narodzenie Chrystusa miało miejsce w grocie. Od najdawniejszych czasów chrześcijanie pielgrzymujący do miejsc związanych z życiem Pana, a udając się do Betlejem zwiedzali jedną z grot. Do grot zaganiali pasterze swoje stada przed nocą która była zimna, jak również chroniąc swój bezcenny żywy inwentarz przed drapieżnikami wykradającymi owce ze stada. To w grocie Maryja powiła Dzieciątko, ponieważ nie było miejsca dla nich w mieście. Bóg narodził się pośród zwierząt, w smrodzie, wilgoci i śpiewie czteronogich adorantów. Położony na gnoju, bo gdzież tam było sianko narodził się Król królów i Pan panów ! Taka aura towarzyszyła Jego przyjściu, a grota stała się niemym świadkiem największego cudu historii. Wyraz temu przekonaniu daje w swoich słowach Roman Melodos: „Panna porodziła dzisiaj Ponadnaturalnego, a ziemia proponuje grotę Niedostępnemu”. Natomiast wielu Ojców Kościoła porównywało ciało Panny w grocie do kwitnącego i życiodajnego ogrodu w Edenie. Grota jest również obrazem matczynego łona. Jak wyśpiewa nabożeństwo „Akatystu” do Bogurodzicy: „łono Twoje większe niż niebo i ziemia”. Łono Maryi wskazuje na łono i serce ziemi. „Człowieczeństwo Boga rozpoczyna się zstąpieniem Jezusa w głębię ziemi, do ciemności groty”. Dlatego chrześcijański Wschód
w narodzeniu Chrystusa dostrzega już wydarzenie Paschy. Takim dogmatycznym obrazem tych duchowych poszukiwań staje się ikona Narodzenia Chrystusa. „Ikona zachowuje ścisły związek z tekstami liturgicznymi i przedstawia szczególnie wstrząsającą ich interpretację: trójkąt groty, ten ciemny otwór do jej wnętrza, to piekło. Aby dotknąć otchłani i stać się „sercem stworzenia”, Chrystus mistycznie umieszcza swoje narodzenie w głębi otchłani, gdzie zło butwieje w swym ostatecznym zagęszczeniu. Chrystus narodził się w cieniu śmierci, Boże Narodzenie pochyla niebiosa aż po piekło, a my wpatrujemy się w leżącego w żłobie Baranka z Betlejem, który zwyciężył węża i dał pokój światu”. Ta wizja wydaje się jakże odmienna od zachodniego sposobu obrazowania miejsca narodzin jak również ukazania samego Dziecięcia. Mamy tu do czynienia z Izajaszowym Mężem Boleści (Iz 53,3). Mamy tu teologiczne paralele do wydarzenia złożenia Chrystusa do grobu, cieszy wielkiego szabatu- wydarzenia Wielkiej Soboty. Jak głoszą teksty liturgiczne z wielką dramaturgią i podniosłością chwili: „Życie się uśpiło, a piekło drży z trwogi”. Chrystus na ikonach złożony jest przez swoją Matkę w żłobie który przypomina katafalk, jakby grób kamienny. Powijaki Dzieciątka mają dokładnie ten sam kształt co śmiertelny całun, który anioł pokaże niewiastom niosącym wonności w poranek zwycięstwa życia nad rozpaczą śmierci. „Świetliste Dzieciątko odcina się na czarnym tle i antycypuje „zstąpienie do piekieł”. Ono samo jest „światłem, które w ciemnościach świeci”; „Słońce zaszło wraz z Nim, ale ciało Boga pod ziemią rozprasza ciemności piekła. „Światło zwycięża ciemności, Życie unicestwia śmierć”. Chrystus narodzony w grocie, owinięty w całuny, jest niczym innym jak mistagogiczną wykładnią zstąpienia Słowa do piekieł, tu rozbrzmiewa w oddali echo słów Ewangelii Janowej: „Światłość w ciemności świeci.”

Do groty trzeba mieć odwagę wejść, najpierw przejść przez ciemność aby w głębinie skalnej zobaczyć Światłość położoną w sercu stworzenia. Tam zobaczymy szczęśliwą Rodzicielkę, zmęczoną po porodzie, ale w matczynym zachwycie kontemplującą Cud Życia. Ukazana w pozycji leżącej i wyraźnie dominująca w kompozycji całości, staje się przedstawicielką ludzkości- Kościołem będącym w akcie adoracji. Drugi taki moment nastąpi wtedy kiedy weźmie w swoje ramiona Syna zdjętego z krzyża, tyle że tam miecz boleści dotknie Jej matczynego serca. Trzeba zadumać się nad postacią św. Józefa zawsze ukazywanego

z boku tej sceny. Wycofany, niemy, obarczony mnóstwem myśli…, pogrążony w trudnym do określenia stanie emocjonalnym- serce mężczyzny trudem mogące pomieścić radość tej chwili. Musi zderzyć się z Misterium. Jego ojcostwo objawi się w wielkim akcie przyjęcia Syna który jest prawdziwym Bogiem. W zwątpieniach i niepewności Józefa może się odnaleźć każdy człowiek którego umysł krępuje zwątpienie. To opowiadanie o dramacie ludzi którzy jeszcze nie zgodzili się na miłość, emanującą z ciemności.

IV

W Twoim przyjściu, Chryste nasz Boże, Światłości ze Światłości i Ojca odbicie, oświeciłeś całe stworzenie…

Sztuka jest pełna wizerunków wcielonego Boga. Ikonografia dostarcza teologom i humanistom obszerny materiał do badań i kontemplacji. Przy deficycie słów, spojrzenie staje się aktem świętym. To, co mnie najbardziej osobiście urzeka- intryguje, są to liczne twarze małego Dzieciątka Jezus nasycone światłością, wyłaniające z się z mroku nocy- szukające tej drugiej twarzy będącej naprzeciw. „Oblicze zastąpione przez Twarz”(G.H. Grudziński). Twarz dziecka rozpromieniona świetlistą aurą- mówi tak wiele- inicjuje wewnętrzny, pozbawiony słów dialog miłości. „Twarz mówi- pisał E. Levians- Mówi w tym sensie, że to właśnie ona umożliwia i rozpoczyna wszelki dyskurs.” Wpatrzone w nas oczy dziecka potęgują moment wyjątkowości, nastrój podniosłego obdarowania i zacieśniają więzi pomiędzy Patrzącym a osobą obdarowaną owym uprzywilejowanym wejrzeniem. W oczach rysuje się krajobraz urokliwego i przeistaczającego zmysły świata Boga. „Twarzyczka dziecięcia rozdarła na zawsze matowość świata, sprawiając, że wytrysnęło w nim światło zmartwychwstania”(O. Clement). Na ikonach Jezus ma piękne i duże oczy, są jakby zwierciadłami w których może się odbić strudzone ludzkie życie. „Nie czułem lęku, patrząc na Niego- czytamy w starożytnych Odach Salomona- albowiem On jest miłosierny dla mnie, On przyjął moją naturę, abym Go poznał. On przyjął moje oblicze, abym nie odwrócił się od Niego.” Dlatego na licznych obrazach Maryja proklamuje błogosławione spojrzenie; z nieprawdopodobną czułością spogląda w oczy swego dziecka, dostrzegając w nich piękno już odnowionego świata. Człowiek wiary patrzący w „oczy Boga” zostaje wyzwolony z lęku przed rozpaczą, pustką, unicestwieniem- świadomością śmierci. Pełne zachęty i świątecznego przynaglenia stają się słowa św. Augustyna: „W Jego światłości światło nie podlegające zaćmieniu. Tego światła pragnij, niejako źródła: światła, którego nie znają twoje oczy.” Wyczekują z niecierpliwością Misterium lucis, świetlistego spojrzenia Dziecka upewniającego świat, że ostatnie słowo należy do życia- humanitas Dei, philantropia tou Theou

Objawienie Pańskie

Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski ? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon (Mt 2,1-2).

W Uroczystość Objawienia Pańskiego każdy chrześcijanin wyrusza w duchową drogę aby odnaleźć narodzone Dziecię i ofiarować Mu cenny dar. Nie wiem jaki to będzie dar, nie chodzi o coś przeliczalnego na pieniądze. Najłatwiej byłoby opróżnić bankomat i w ostentacyjnym geście przekazać wypchaną kopertę banknotów. Niektórzy myślą że w taki sposób zafundują sobie Niebo. Nic bardziej mylnego… Bóg nie potrzebuje sponsorów, donatorów, błyskotliwych pochlebców i słodkich samochwałów. Pragnie jedynie widzieć bijące- kochające człowiecze serce. Mamy być pokornymi kurierami przynoszącymi skarb wiary w naczyniach naszych serc. Idziemy wraz za Mędrcami którzy porzucili swoje wygodne siedziby, przestrzenie intelektualnych poszukiwań, zmagań, pewników i poczucia pewności. Odczytali znaki i wyruszyli w drogę pełną przygód. Nosili już od dawna tęsknotę za Królem który zmieni oblicze świata. Wędrowcy którzy na trwałe zapisali się w ikonografii chrześcijańskiej, w rzeźbiarskiej scenerii szopek, stając się tym samym bliscy ludzkim pytaniom o bliskość Boga. My również jesteśmy nomadami wiary, spragnionymi cudu, nieustannie poszukującymi Boga. Czasami boimy się wyruszyć z naszych wygodnych nisz życiowych ku niewiadomej spotkania… „Dla człowieka wierzącego Bóg nie jest przedmiotem, który można by włożyć do kieszeni, lecz osobą, której nie można znaleźć raz na zawsze, której się ciągle pragnie. Ludzie wierzący to lud, który wędruje przez pustynię ku Bogu”. Im bliżej jesteśmy poznania Boga, tym bardziej czujemy niedosyt, odległość, dystans który zamiast się skracać- wydłuża się coraz bardziej i bardziej. Poszukiwanie Boga staje się pragnieniem niezaspokojonym, połączonym z ogromem egzystencjalnego trudu zrodzonego z wędrówki pod gwiazdami. Tak naprawdę to On nas poszukuje, nie rezygnuje z nas nigdy, nie porzuca drogi z której my schodzimy w pogoni za wygodą i ciekawością przynoszącą duchowe obumieranie. Pięknie napisał Ferid Ed- Did Attar: „Przez trzydzieści lat szukałem Boga, a kiedy na końcu mojej drogi otworzyłem oczy odkryłem że On tam na mnie czekał”. W grocie pasterskiej Syn Człowieczy czekał na człowieka, nie chciał się tylko przedstawić i zamanifestować ubóstwo, ale aby spojrzeć w oczy wędrowców i każdego obdarować miłością. Święty Ambroży pisał o tych którzy złożyli wizytę Dziecięciu: „Śpieszą, by ujrzeć Słowo. Gdy bowiem widzi się ciało Boże, widzi się i Słowo, to znaczy Syna”. On stał się bezbronnym Dzieckiem, by każdy z nas stał się wreszcie dojrzałym w wierze. Urodził się w żłóbku, by każdy z nas mógł stanąć przy ołtarzu; zstąpił na ziemię, aby każdy z nas mógł wznieść się do gwiazd; nie miał miejsca; aby każdy z nas miał mógł otrzymać gotowe mieszkanie w niebie. Jest za co złożyć Bogu dziękczynienie.

W ikonografii chrześcijańskiej od najdawniejszych czasów dwie sceny Narodzenie Dzieciątka i hołd złożony przez Magów łączą się w jedno, a możemy przykłady tej sceny odnaleźć na mozaikach i sarkofagach z V wieku. Ewangelista Mateusz powiada, że Mędrcy nie mieli kłopotu z interpretacją znaku. Wiedzieli, iż zobaczyli gwiazdę Pana całego świata (Mt 2,2), którego narodziny miały zaważyć na dziejach całego świata. Proroctwa mesjańskie były więc w jakiś sposób znane. Toteż Ojców Kościoła nigdy nie dziwiła wiedza Magów, zdumiewała natomiast ich wiara. „Lecz kim są owi magowie, czyż nie tymi, którzy jak historia poucza pochodzą od Balaama, który przepowiedział, iż wnijdzie gwiazda z Jakuba. Są więc oni nie mniej dziedzicami jego wiary, jak i jego rodu. On widział gwiazdę w duchu, Oni oczami ją widzieli i uwierzyli”. Magowie potraktowali Gwiazdę jako znak, który
z jednej strony wzywa do interpretacji, z drugiej zaś stanowi wyznanie wiary. Interpretacja wymaga wiedzy, wiara zaś porywu duszy. Wiara kazała im odczytać ją jako znak poszukiwania. W rękach Magowie przynoszą dary dla Króla Niebios. Złoto, które jak podaje Ewangelia- złożył Mag o imieniu Baltazar, symbolizowało wówczas bogactwo, piękność i chwalebność. Wiązano je wówczas z adoracją królewską. Ten podarunek był wyrazem czci dla Króla Królów. Mędrcy jak pisze św. Leon Wielki- „zanim jeszcze wyruszyli w uciążliwą drogę, już pojmowali, kogo zwiastuje im znak niebieski. Stąd też zrozumienie ich, że złoto należy mu złożyć w daninie jako Królowi”. Kadzidło które złożył Melchior, palono na Wschodzie jako znak ofiary, wyraz uwielbienia kogoś dostojnego-bóstwa. Mirra przyniesiona przez Kacpra, był to cenny balsam, używano go jako wonność do namaszczenia zwłok. Żydzi mieszali mirrę z winem, uzyskując narkotyk który miał uśmierzać ból. Taki napój podsunęli Chrystusowi w chwili agonii na krzyżu żołnierze rzymscy. Wskazywał on na śmierć. Syn Boży zrodzony według ciała, poniesie śmierć w tym ciele, zostanie pogrzebany
i zmartwychwstanie. Można te dary zinterpretować w kontekście jeszcze w aspekcie przekazu moralnego, słowami nieznanego wczesnochrześcijańskiego autora: „Przez złoto oznaczona jest mądrość. Przez kadzidło wyrażona jest moc modlitwy. Przez mirrę z kolei dana jest figura uśmiercania naszego ciała. Narodzonemu więc Królowi złoto ofiarujemy, jeśli błyszczymy przed Jego obliczem, odbijając jasność niebieskiej mądrości. Kadzidło ofiarujemy, jeśli przez święte oddanie modlitwom spalamy na ołtarzu serca myślenie cielesne, ażebyśmy dostąpili tego, że przez niebiańskie pragnienie wydawać będziemy słodką woń dla Boga. Mirrę ofiarujemy, jeśli przez wstrzemięźliwość uśmiercamy występki ciała. Mirra bowiem sprawia że martwe ciało nie gnije. Gnicie zaś martwego ciała oznacza wysługiwanie się tego śmiertelnego ciała zalewowi rozkoszy. Mirrę więc ofiarujemy Bogu, kiedy balsamem wstrzemięźliwości zachowujemy to śmiertelne ciało od zgnilizny rozpusty.”

Symboliczna treść podarunków złożonych Bogu-Człowiekowi miała na celu oddziaływać na całe pokolenia chrześcijan, również na nas współczesnych abyśmy potrafili składać dar ze swojego życia, aby dokonywał się w nas wzrost wiary w Tego, Który przyszedł aby odnowić cały świat. Największym prezentem jaki możemy złożyć to nasza otwartość na Niego. Bóg pragnie być przyjętym i pokochanym.

Ikona Ofiarowania

Łk 2, 29-35

«Teraz, o Władco, pozwalasz odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela». A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: «Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą – a Twoją duszę miecz przeniknie – aby na jaw wyszły zamysły serc wielu».

W pełnym wdzięczności wyznaniu wiary starca Symeona chrześcijaństwo odkrywa radość z bliskości Bogoczłowieka- „Światłości świata”. Na chrześcijańskim Wschodzie epizod ofiarowania Chrystusa jest nazwany „Spotkaniem”, ponieważ Dziecię łączy w swojej Osobie Stary i Nowy Testament, celebruje zrealizowanie obietnicy Mesjasza. Poczciwy Symeon jest świadkiem uobecnionej tęsknoty „wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Chrystusa Pańskiego”. Jego miłosne wypatrywanie Zbawcy urzeczywistniło się w jesieni życia- napełniając sensem i nadzieją wędrówkę ku Bogu. Pierwsi pasterze ujrzeli Narodzonego w Betlejem, ale to był impuls chwili, spontaniczne poderwanie i zaspokojenie ciekawości rozbudzone anielskim nawoływaniem. Jak pisał św. Ambroży: „Śpieszyli by ujrzeć Słowo. Gdy widzieli ciało Boże, widzieli również Słowo, to znaczy Syna”. Inaczej ma się
z Symeonem, jego rozpoznanie jest przeniknięte oczekiwaniem i łaską; to doświadczenie światłości otwierające oczy duszy i przyśpieszające bicie serca. Człowiek uchwycił blask światłości, wziął w swoje ramiona Przedwiecznego, stanął w pośrodku Szekiny. „Blask Boga widzimy więc obecnie nie bezpośrednio, lecz poprzez Jego objawienie się w ciele- pisał Odo Casel. To ciało początkowo jest jak welon, zasłona; jednakże zasłona prowadzi do Świętego Świętych… Ciało Chrystusa, Jego wcielenie, jest koniecznym przejściem do Ojca. Jego żłobek, Jego krzyż prowadzą do chwały. Im bardziej naszą wiarą ogarniamy Jego uniżenie, tym bardziej staje się ono dla nas przejrzyste i pozwala przez siebie dostrzec Jego chwałę, aż wreszcie nastąpi pełne odsłonięcie Jego światła, przy czym uniżenie przemieni się w chwałę, ciało zaś stanie się Słowem, Panem, Duchem.” Bóg położony w dłoniach człowieka jaśnieje światłem nadchodzącego Królestwa Ojca. Odsłaniają głębię tego przeżycia liturgiczne kontakiony święta: „Łono dziewicze uświęciłeś zrodzeniem Twoim i pobłogosławiłeś ręce Symeona jako sługi, a teraz zbawiłeś i nas, Chryste Boże. Ukróć spory wśród ludzi i umocnij lud Twój, który umiłowałeś, Jedyny Przyjacielu człowieka”.

W Dziecięciu objawia się ogień miłości Trójcy- Żar rozpalający wnętrzności człowieka i umożliwiający zupełnie inny rodzaj poznania. To przeżycie łaski oddają pełne zdumienia słowa Pascala: „Ogień. Bóg Abrahama, Bóg Izaaka, Bóg Jakuba,
a nie filozofów i uczonych. Pewność. Pewność. Uczucie. Radość. Pokój. Bóg Jezusa Chrystusa… Ten tylko Go znajdzie, kto pójdzie drogą wskazaną w Ewangelii… Jezusa Chrystusa”. Na długo przed Pascalem Kościół rozpoznawał obecność Pana uobecniającego się przez wiarę w sakramentalnej obecności. Ofiarowanie które rozpościera się przez wieki i wypełnia tabernakula, jak również ludzkie serca. Zbliżamy się do Chrystusa drogami zwykłymi, którymi każdy może do Niego dotrzeć; przez wnikliwą lekturę Ewangelii, czy podążając tropem sztuki. W ślad za przesłaniem Ewangelii podąża również ikonografia, próbując zatrzymać to wydarzenie w malarskiej- pełnej mistagogii wizji. Ikona Spotkania Pańskiego nawiązuje to faktu przyniesienia Chrystusa w czterdziestym dniu po Narodzeniu do Świątyni Jerozolimskiej przez Maryję i Józefa. To opowieść teologiczna pełna duchowej wrażliwości i czułego napięcia emocjonalnego, które spowija wszystkie postaci tego spotkania. Ikona przedstawia Starca z Dzieciątkiem na rękach. Cała jego postać wyraża jakby wypełnienie wszystkich ludzkich tęsknot. Całym sobą pochyla się nad Jezusem, wszystkie linie jego sylwetki skierowane są ku Zbawicielowi, swymi wklęsłymi konturami tworząc zarys jakby czaszy kielicha, którą wypełnia łaska, zaś ręce Symeona stają się uformowanym ołtarzem gotowym na największy dar- Wcielonej Miłości. To wiara w Boga, który wkracza w egzystencję ludzką i objawia się spełniając dzieła, które spełnić może tylko On sam. To odnowienie i oświecenie dotyczy każdego z nas, cały splot ludzkich pokoleń. Wyrażają to słowa Ireneusza z Lyonu: „Odnowił w sobie długi szereg ludzi i dał nam zbawienie jakby mieszcząc swoim ciele”. Niech nam wystarczy wyznanie Brata Rogera Schutza: „Trwając przy Bogu, możemy już odtąd wszystko widzieć w świetle Chrystusa. W tym właśnie świetle spojrzymy na wszystkich ludzi, widząc, że w każdym człowieku, nawet w tym, który nie zna Chrystusa, jaśnieje odbicie obrazu Stwórcy”.

Ikona Teofanii (Chrzest Pański)

I

Teofania- jest to jeden z najstarszych ikonograficznych śladów które Kościół przechowywał w swoim duchowym skarbcu i który tak mocno był związany z liturgiczną celebracją sakramentu inicjacji chrześcijańskiej. Freski z katakumb, sarkofagi, pielgrzymie ampułki, księgi liturgiczne, witraże, miniatury i mozaiki będą z upodobaniem wizualizować nam objawienie się Boga w Betabara- będące znakiem wieczności i obietnicą przebaczenia. Tak jak liturgia która dotyka ludzkich zmysłów i prowadzi je do innego wymiaru rzeczywistości, tak ikona- odsłania piękno obmytego i przemienionego świata który wraz zstąpieniem Chrystusa w wody Jordanu- wprowadza czas i przestrzeń w świt eschatologicznej pełni. „Potrzeba ikony wypływa z konkretności uczucia religijnego, któremu nie wystarczy tylko sama kontemplacja duchowa- pisał S. Bułgakow- ale poszukuje, bezpośredniej, namacalnej obecności.” W liturgii antycypujemy ewangeliczne wydarzenie Jordanu, a przez ikonę stajemy się naocznymi świadkami misterium odrodzenia i uświecenia. „W swoim Narodzeniu- twierdził św. Hieronim- Syn Boży przychodzi na świat w sposób ukryty, a w swoim Chrzcie ukazuje się na sposób widzialny.” Trójca Święta objawia się nad brzegiem Jordanu, tak uobecnia się Jej działanie na sposób sakramentalny i charyzmatyczny wypełniając obficie serce Mistycznego Ciała- jakim jest Kościół. „Gdy chrzciłeś się Panie, w wodach Jordanu, objawiła się Trójca najgodniejsza pokłonu. Rodzica bowiem głos dał
o Tobie świadectwo, nazywając Ciebie ukochanym Synem, Duch zaś w postaci gołębicy świadczył o prawdziwości słowa Ojca. Objawiłeś się, Chryste Boże, i świat oświeciłeś, chwała Tobie” (Troparion). Zstąpienie Ducha Świętego pod postacią gołębicy wyraża ruch Ojca, który zwraca się ku swojemu Synowi. Kościół wynurzył się z wody, stając się paschalnym i trynitarnym znakiem miłości Boga. „Woda jest źródłem życia, Jordan źródłem wody Ewangelii”- napisał św. Cyryl Jerozolimski. Przez swoje zstąpienie do rzeki Bóg- Człowiek odnowił świat i człowieka, antycypując tym samym śmierć i chwalebne zmartwychwstanie. Teofania- Święto Światłości– ciało Najczystszego zanurza się całkowicie w żywiole śmierci, rozpromieniając ciemność blaskiem swojej boskiej mocy. „Odtąd w Chrystusie przestrzeń śmierci zmienia się w przestrzeń Ducha, ciężar lęku staje się brzemieniem wiary, a przez wiarę Boże światło napełnia człowieka” (O. Clement). Święty Ambroży wyjaśniał katechumenom, że Chrystus wszedł do Jordanu nie po to, aby się uświęcić, jak gdyby potrzebował sakramentu odrodzenia, ale by uświecić wody.” Niezwykle wymownie to wydarzenie przybliża ikonograficzna wizja. Kiedy wzrok przybysza przywyknie do półmroku weneckiej bazyliki, spojrzenie podąży ku ścianom i sklepieniom rojącym się od barwnych przedstawień. Na mozaice Chrystus ukazany zostaje w pozycji stojącej- otulony zewsząd zalegającymi falami wody; akwen staje się płynnym grobem. Jan Chrzciciel kładzie dłoń na głowie Zbawiciela, a aniołowie asystują tej podniosłej i skąpanej w złocie chwili. Kosmos zatrzymuje się w zadziwieniu nad tym cudem. Na twarzy Oblubieńca rysuje się czułość, miłosierdzie i współczucie. Światło staje się duszą tego przedstawienia, a świat staje na powrót Edenem. „Dzisiaj wody Jordanu zamieniają się w lekarstwo dla ludzi przez pojawienie się Boga naszego. Dzisiaj strumieniami wody, na które tchnął ogniem, napawa się całe stworzenie” (św. Sofroniusz). Uczestniczymy duchowo w strumieniu tego wydarzenia. Chrystus błogosławi wodę, czyniąc z niej materię sakramentalną- czyniąc wspólnotę wierzących „źródeł wody żywej” (Ap 21,6). Komentuje to dla nas św. Grzegorz z Nazjanzu: „Bądźmy pogrzebani wraz z Nim, aby i z Nim zmartwychwstać, zstąpmy razem z Nim, aby i z Nim wstąpić, bądźmy wyniesieni wraz z Nim, aby i z Nim być wyniesionymi do chwały.”

II

Bracia: My wszyscy, którzy otrzymaliśmy chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć. Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my postępowali w nowym życiu – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca. Otóż, jeżeli umarliśmy razem z Chrystusem, wierzymy, że z Nim również żyć będziemy, wiedząc, że Chrystus, powstawszy z martwych, już więcej nie umiera, śmierć nad Nim nie ma już władzy. Bo to, że umarł, umarł dla grzechu tylko raz, a że żyje, żyje dla Boga. Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie (Rz 6, 3-4. 8-11).

Chrzest jest najbardziej wyraźnym znakiem Paschy Chrystusa i pentakostalnego wymiaru Kościoła. Tertulian pisze: „Chrystus nigdy nie rozstawał się z wodą. On sam przyjął chrzest w wodzie; kiedy został zaproszony na wesele, rozpoczął prezentację swej siły poprzez wodę; kiedy głosił kazania, zaprasza spragnionych do uczestniczenia w jego wiecznej wodzie; kiedy naucza o miłosierdziu, wśród uczynków miłości wymienia zaoferowanie kubka wody sąsiadowi; wzmacnia swą siłę przy studni; chodzi po wodzie… Świadectwo chrztu kontynuowane jest aż do dnia Pasji. Kiedy zostanie skazany na ukrzyżowanie, znów pojawi się woda; a kiedy jego bok zostanie przebity, z rany wypływa woda.” Chrześcijanin rodzi się w tej materii. Wydarzenie chrztu w życiu każdego człowieka wierzącego jest wydarzeniem zbawczym w którym dynamiczna obecność Chrystusa i Ducha Świętego współtworzą nowego człowieka. „Właśnie w tej percepcji wody jako życia, śmierci i jako narodzenia na nowo tkwi jej sens w sakramencie chrztu- pisał A. Schmemann- Stojąc wokół chrzcielnicy, uczestnicząc w pobłogosławieniu wody, stajemy się świadkami nowego aktu jej przygotowania do nowego życia, do nowego stworzenia.” Katechumen wchodzi do basenu chrzcielnego jak do „płynnego grobu”- następuje antycypacja Paschy wraz z Chrystusem. Święty Jan Chryzostom w swojej katechezie mówi wyraźnie: „Czynność zejścia w wodę, a następnie wynurzenia się z niej symbolizuje zstąpienie do piekieł i wyjście stamtąd.” Chrzest zatem jest odrodzeniem, narodzinami i zmartwychwstaniem- partycypacją w wieczności Boga. Niezwykle ujmujące są wczesnochrześcijańskie opisy praktyki udzielania tego sakramentu. Katechumeni podchodzili do sadzawki chrzcielnej, która mogła mieć od dwóch do trzech metrów długości, metr do dwóch szerokości i około metra głębokości. Do dzisiaj zachowały się baptysteria w kształcie greckiego krzyża, gdzie po bokach były schody prowadzące do wody, a w wielu miejscach przestrzeń oddzielały kotary. Katechumeni wchodzili do basenu nago i zanurzali się w wodzie, podczas gdy biskup wypowiadał donośnie imię każdej osoby i recytował formułę chrzcielną: „Chrzczę cię w imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego.” Po czym ochrzczeni- christianitas- już należący do Chrystusa wychodzili z wody i byli namaszczani olejkiem i ubierani w białe szaty. Pięknie referuje dla nas sens duchowy tego rytu św. Grzegorz z Nyssy. Mówi o człowieku przed chrztem- przyodzianym niczym rajski i grzeszny Adam w tunikę ze skóry oraz zeschłych liści. Po chrzcie zmienia się wygląd człowieka, bowiem przyoblekł się w światłość, nieśmiertelność i niezniszczalność. „Czymś wielkim jest Chrzest- powie św. Cyryl Jerozolimski do katechumenów- jest okupem dla jeńców, odpuszczeniem grzechów, śmiercią winy, odrodzeniem duszy, świetlaną szatą, świętą i nienaruszalną pieczęcią, powozem do nieba, rozkoszą raju, prawem obywatelstwa w królestwie, darem dziecięctwa”. Kościół w swoim łonie rodzi „nowe ryby” i daje nieustannie to, czym sam żyje- życiem z Boga !

III

Uroczystość Chrztu Pańskiego kieruje naszą uwagę na jeden z ważnych elementów stworzenia jakim jest woda. Uświadamia nam prawdę o tym że Bóg objawił się nie tylko w ludzkiej naturze, lecz także w żywiołach stworzenia. Chrystus wchodząc w wody Jordanu uświęcił całe stworzenie, wyrażając tym samy prawdę o pięknie i przeznaczeniu stworzenia do powszechnego przemieniania świata. W wodzie jako najbardziej pierwotnym elemencie zostają dotknięte przez Boga wszystkie stworzenia świata, bowiem sam świat staje się śladem obecności Tego, który powołał go z niczego do istnienia. Bóg zstępuje w swoje stworzenie, tym samym wchodząc w krwiobieg tętniącego życia natury. Aby właściwie uchwycić symbolikę wody, należy przywołać biblijne opowiadanie o dziele stworzenia. Już na początku Księgi Rodzaju czytamy: „Duch Boży unosił się na wodami” (Rdz 1,2). Były to wody Chaosu. Te wzburzone wody Biblia przedstawia w pewnym poetyckim dualizmie: „Kiedy w dzikim szumie i wzburzeniu wznoszą się fale nieomal aż do tronu Bożego, stają się symbolem potęg nieprzyjaznych Bogu (por. Ps 93,3 ) Jednak właśnie przez to ukazuje się najwyraźniej wszechmoc Boga, że wszystkie potęgi równe potędze potopu poskramia przez Ducha, który unosi się nad wodami”.

W Psalmie 24,2 jest mowa o tym, że Bóg całą ziemię osadził na morzach i utwierdził ponad rzekami. Kiedy został pokonany potwór Rahab, ustąpiły też wody bezkresnych oceanów, a głębiny morza ustąpiły, aby ocaleni mogli przejść bezpiecznie (Iz 51, 9). Sucha powierzchnia ziemi ukazała się dopiero wtedy, „kiedy wody spod nieba zebrały się w jedno miejsce” (Rdz 1,9n). Owa woda pierwotna stała się wodą życia. „Z Edenu wypływała rzeka, aby nawadniać ogród i stamtąd rozdzielała się dając początek czterem rajskim rzekom” (Rdz 2,10-14). Stare Przymierze obfituje w typy wody przynoszącej zbawienie. Cztery wspomniane rzeki raju interpretuje się jako symbole czterech Ewangelii, które płyną w cztery strony świata. Wody potopu spłukują występki grzesznego świata i są typem naszego ponownego narodzenia. Podobnie należy rozumieć wydarzenia nad Morzem Czerwonym: w falach giną Egipcjanie, natomiast dzieci Izraela przechodzą suchą nogą. Cud wyprowadzenia przez Mojżesza wody ze skały (Wj 17,1-8) wskazuje na wszystkie sakramentalne źródła zbawienia, które otworzył dla nas Chrystus. Także studnie patriarchów mają głębokie znaczenie symboliczne wskazujące na niewyczerpane głębiny świętych tajemnic, a liczne ryty obmycia wodą i pokropienia nią w liturgii żydowskiej przygotowują na to, co przyniesie Nowe Przymierze w zakresie łaski i wewnętrznej czystości. Do radosnego czerpania wody w czasie Święta Namiotów- również typiczny ryt- nawiązuje później sam Chrystus, mówiąc: „Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie- niech przyjdzie do Mnie i pije ! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza. A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wszyscy wierzący w Niego” (J 7,37-39). Od wody służącej do obmyć fizycznych w sposób bardzo płynne można przejść w wymiar duchowy, obrzędowy- sakralny. W połączeniu z działaniem Ducha Świętego zwykłą wodą można dokonywać cudów. Za radą proroka Elizeusza przywódca aramejski Naaman zanurzył się siedem razy w Jordanie i tak został uleczony z choroby trądu (2 Krl 5,10-14). Woda która wypływała z spod progu świątyni, kierowała się ku wschodowi, czyli w stronę światła, tzn. słońca, którym miał być Chrystus, ze strony przeciwnej wypływał strumyk otaczający świątynie, do którego wchodząc można było zostać również uzdrowionym . Gdy Jan Chrzciciel, obywał tłumy w Jordanie, jego działalność była przygotowaniem na niezwykłe wydarzenie, które miało nastąpić wraz z pojawieniem się Syna Człowieczego. „Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany w Tobie mam upodobanie” (Łk 3,21-22). Po raz drugi więc Duch unosił się nad wodami. Pierwszy raz stało się to przy powołaniu świata natury do istnienia; teraz zaś dokonuje się to przy udziale „nadnatury” –cudu dla zbawienia ludzkości. Tutaj nieskalana gołębica, będąca postacią Ducha Bożego, ukazuje się nad Synem Bożym, który przez swoje wejście do Jordanu uświecił wszystkie wody mające służyć ponownemu narodzeniu się ludzi. Dzięki temu żywiołowi stajemy się wierzącymi, przybranymi dziećmi Boga. Tak woda staje się bogatym symbolem i ożywczą materią sakramentalną, za pośrednictwem której dostępujemy łaski. Jezus sam mówił do Samarytanki napotkanej przy studni Jakubowej o cudownych i uzdrawiających właściwościach wody: „Kto zaś będzie pił wodę, którą ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku życiu wiecznemu” (J 4,14). Jakże wymowne są słowa starożytnej modlitwy utrwalonej na chrześcijańskim nagrobku. Niech staną się one pełnym nadziei życzeniem: „Niech Chrystus zaprowadzi cie na miejsce ochłody, gdzie płynie żywa woda”.

Ikona Przemienienia

I

Łk 9,28b-36

Jezus wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe.
A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w chwale
i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie. Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwóch mężów, stojących przy Nim. Gdy oni odchodzili od Niego, Piotr rzekł do Jezusa: „Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Nie wiedział bowiem, co mówi. Gdy jeszcze to mówił, zjawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy tamci weszli w obłok. A z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn wybrany, Jego słuchajcie”.
W chwili gdy odezwał się ten głos, Jezus znalazł się sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmili o tym, co widzieli.

Zawsze przeddzień Święta Przemienienia wystawiam przed ołtarzem w kaplicy ikonę ilustrującą to zdumiewające wydarzenie. Przemierzam wzrokiem każdy fragment tej ikonograficznej wizji, kontemplując kawałek po kawałku cud ukazania się Boga. Zakomponowanie postaci, ich hieratyczne rozmieszczenie, barwna kolorystyka z dominantą złota- symbolu transcendencji i boskiego splendoru. Wszystko zdaje się wirować, a spojrzenia zaskoczonych uczniów utkwione w Chrystusie, odzwierciedlają udział w najwspanialszym prezencie jaki kiedykolwiek otrzymali. To Święto Piękna, gdzie ogniskuje się najbardziej zaskakująca i przekraczająca ludzką wyobraźnie wizja świata. W tradycji arabskiej istnieje na opisanie tego święta, rymowane powiedzenie: „Święto Przemienienia zwie się koroną lata,
a winogrona ozdobą”- jednym słowem celebracja życia i światłości; dzień kiedy chrześcijanie życzą sobie pomyślności i szczęścia. Przesłanie jest wyraźne: człowiek zostaje zaproszony do percypowania w Bożym pięknie. Mamy tu „kalkę” starotestamentalnych proroctw, zapowiadających nadejście Władcy i kondensację największej świętości- Teofanii. „Chwała Pana spoczywała na tej górze Synaj, i okrywał ja obłok przez sześć dni. W siódmym dniu Pan przywołał Mojżesza z pośrodku obłoku. A wygląda chwały Pana w oczach Izraelitów był jak ogień pożerający na szczycie góry” (Wj 24,15-16). W Nowym Testamencie dokonuje się przełamanie dystansu, przepaść pomiędzy człowiekiem a Bogiem zostaje odsunięta. Jak pisał Klemens Aleksandryjski: „Zbawiciel jest polifoniczny i politropiczny, działający na wiele sposobów dla zbawienia ludzi”. Bóg w Chrystusie, staje najbardziej bliski i dotykalne ludzkim zmysłom. Wprawdzie zmysły uginają się pod naporem boskiego oglądu, ale emanacja jest tak silna, że stawia człowieka w nieprawdopodobnej bliskości Chwały. Chrystus jest „Panem Chwały”. Przemienienie Chrystusa- bardzo często akcentujemy tylko ten jeden wymiar, w którym została uobecniona Jego Boskość. Jest jeszcze drugi wymiar świętowania i aspekt afirmatywny- przemienienie człowieka; osobiste doświadczenie obecności Boga i udział w przebóstwiającej impresji światła. Chrystus, który niczym emanujące żarem słońce, rozświetla twarze i dusze ludzkie. „Bóg, Ten, który zajaśniał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Chrystusa”(2 Kor 4,6). Od tego momentu na obliczach ludzkich jaśnieje chwała przyobleczonego w światłość Boga-Przyjaciela człowieka. Piękna
i olśniewająca postać Chrystusa- spowitego blaskiem „Dnia Nowego”, czyni
z synów Adama- „dzieci światłości”- których przeznaczeniem jest jaśniejące światłem, święte miasto Jeruzalem. Od tego momentu, oczyma duszy człowiek może dostrzegać kontury utraconego Raju. To pragnienie wyrażają słowa najstarszej eucharystycznej anafory św. Jakuba Apostoła: „Daj nam odpoczynek w krainie żywych, w Twoim Królestwie…, gdzie jaśnieje światłość Twego oblicza”.

II

Przemienienie- wszechobecna iluminacja światła; spowijająca i zagarniająca wszystko, co materialne i bliskie przemienionego ciała Chrystusa. To wydarzenie na wskroś transcendentne w swych formach- pozwala uchwycić coś z prawdy o Zmartwychwstaniu; zanim światło rozświetli grób i pochłonie śmierć…., już tu i teraz mamy przedsmak wydarzenia, nie z tego świata. Przemienić się, to tyle co pozwolić się zmienić (metamorfoza, przeistoczenie oczu i serca), choć pewnie w tej konfiguracji słów, to zbyt mało wyczerpujące stwierdzenie. Przemienić się to znaczy pozwolić się ogarnąć światłu, prześwietlić, zabłysnąć na nowo, pozwolić Bogu wydobyć jasność z tego, co jeszcze jest ciemnością… Wydobyć serce na zewnątrz, aby mogło zostać przeprute światłem emanującym z przebóstwionego Ciała Pana. Wydarzenie Przemienienia opisane w Ewangelii i cudownie wypisane w ikonografii- słowo i obraz- stanowi nie tylko refleksyjną próbę ukazania ewangelicznego zdarzenia, które miało miejsce na górze Wysokiej. Kiedyś o tym pisałem, ale sama góra jako miejsce przestrzenne, wpisane w określoną topografię jest już symboliczna. “Góra jako miejsce wspinania się- rozumianego nie tylko zewnętrznie, ale wewnętrznie. Góra jako wyzwolenie od ciężaru dnia powszedniego, jako zaczerpniecie czystego powietrza natury. Góra jako możność dostrzeżenia nieogarnionych wymiarów stworzenia i jego piękna. Góra która podnosi ducha i nasuwa myśl o Stwórcy”. W końcu nasze osobiste doświadczenie góry jako naszych zmagań, trudności, doświadczenia ciężaru codzienności z radościami i smutkami które nosimy w sobie. Ewangelia powie: “Tam przemienił się wobec nich”- to było zdumiewające doświadczenie dla uczniów, pełne iluminacji, i jednocześnie owoc głębokiej modlitwy Jezusa z Ojcem; wewnętrzne przenikanie Jego bytu przez Boga, które staje się czystym światłem. W swym zjednoczeniu z Ojcem sam Jezus staje się światłem oświecającym każdego człowieka. On jest światłem ze światłości, Jego odzienie staje się lśniąco białe, jako symbol istoty nie z tego świata, jawi się jako obywatel Nieba. “Apokalipsa Jana mówi o białych szatach, które będą nosić zbawieni. Szaty wybranych są białe, ponieważ obmyli je we krwi Baranka (por. Ap 7,14)-ponieważ przez chrzest są złączeni z Męką Jezusa, a Jego Męka jest oczyszczeniem, które nam zwraca pierwotną szatę, utraconą przez grzech. Przez chrzest zostaliśmy wraz z Jezusem przyodziani w światło i sami staliśmy się światłem”- napisze Benedykt XVI. Dobrze to wyrażają pełne duchowego oglądu słowa św. Pawła: „My wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską (która jest na obliczu Chrystusa jakby w zwierciadle); za sprawą Ducha Świętego, coraz bardziej jaśniejąc upodabniamy się do Jego obrazu” (por. 2 Kor 4,18; 4,6). Tym przenikaniem  Boskiego Światła przepełniona jest ikona Przemienienia. “Cała jej powierzchnia staje się jakby “światłoczuła”- napisze Leonid Krug. Staje się najwyższym atrybutem chwały, wyrażającym symbolicznie światło niestworzone. „Połączenie elementu artystycznego i mistycznej kontemplacji daje początek teologii wizyjnej. Wizja wyraża tutaj wiarę w tym sensie, w jakim święty Paweł nazywa ją „wizją niewidzialnego”. Ikona zwraca się do oczu ducha, by kontemplował on „ciała duchowe” (P. Evdokimov). Rozmieszczenie poszczególnych przedstawień: obłok spowijający Zbawiciela, emanacja promieni symbolizujących boskie energie- moce, dynamika samej góry i wirujących jakby w powietrzu apostołów w pełnym wibracji tańcu, jest dotknięte światłem. Światłem napełniony jest obłok, chwała Ducha Świętego spoczywającego i ocieniającego Pana, szaty Zbawiciela utkane ze światła, ich materia jest pleciona żyłkami złocistych promieni znamionujących ogromną eksplozję mocy Bożej. Refleksy które modelują ciało Jezusa rozświetlają pozostałe postacie świadków Mojżesza i Eliasza, szaty powalonych i trochę pewnie zalęknionych apostołów,
a nawet schodkowe uskoki góry. “Bóstwo”- stwierdza Innocenty Chersoński-ukryte pod zasłoną ciała, objawiło swoją obecność i zajaśniało niczym błyskawica. Modlitwa rozpromieniła i spotęgowała skrytą w Jezusowym człowieczeństwie pełnię Bóstwa, że ta, przepełniła swym światłem duszę Bogaczłowieka, przeniknęła poprzez ciało
i zajaśniała na obliczu..” To światło przemienienia ciągle napełnia Kościół nową mocą, twórczą, dynamiczną, rozpromieniającą ciemności, pesymizm i bylejakość. Kiedy przychodzą trudności zawsze można na nowo podjąć trud wędrówki na górę, po to aby napełnić serce światłością Boga. Z góry zawsze człowiek schodzi już inny, pełen zachwytu, pozostają w nim na długo piękne obrazy, żyją w sercu i pamięci. Chciałbym kiedyś wdrapać się na górę Tabor, zaczerpnąć powietrza, wzruszyć się głęboko, powiedzieć sobie w duchu-dobrze tu być, zatrzymać w migawce aparatu rozpościerający się widok, i szybko zbiec na dół. Może to emocjonalne marzenie…, apostołom też się nie marzyło że staną się świadkami takiego widowiska, które rozświetliło ich życie całkowicie, bo stało się to przez Pana i cudem jest w naszych oczach. Przemienienie to zatrzymanie w swoim sercu odrobiny światła, może wszycia w swoje zabrudzone “ubranie” jednej nici z świetlistej tuniki Chrystusa, aby
w ciemności wątpiącego świata zajaśnieć.

Ikona wjazdu Chrystusa do Jerozolimy

Łk 19, 28-40

Jezus szedł naprzód, zdążając do Jerozolimy. Gdy przybliżył się do Betfage i Betanii, ku górze zwanej Oliwną, wysłał dwóch spośród uczniów, mówiąc: «Idźcie do wsi, która jest naprzeciwko, a wchodząc do niej, znajdziecie uwiązane oślę, którego nie dosiadał żaden człowiek. Odwiążcie je i przyprowadźcie. A gdyby was kto pytał: „Dlaczego odwiązujecie?”, tak powiecie: „Pan go potrzebuje”». Wysłani poszli i znaleźli wszystko tak, jak im powiedział. A gdy odwiązywali oślę, zapytali ich jego właściciele: «Czemu odwiązujecie oślę?» Odpowiedzieli: «Pan go potrzebuje». I przyprowadzili je do Jezusa, a zarzuciwszy na nie swe płaszcze, wsadzili na nie Jezusa. Gdy jechał, słali swe płaszcze na drodze. Zbliżał się już do zboczy Góry Oliwnej, kiedy całe mnóstwo uczniów zaczęło wielbić radośnie Boga za wszystkie cuda, które widzieli. I mówili głosem donośnym: «Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie. Pokój w niebie i chwała na wysokościach». Lecz niektórzy faryzeusze spośród tłumu rzekli do Niego: «Nauczycielu, zabroń tego swoim uczniom!» Odrzekł: «Powiadam wam: Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą».

Niedzielą Palmową- liturgicznym przywołaniem wjazdu Chrystusa do Jerozolimy, rozpoczynamy celebrację najważniejszych wydarzeń, które zapisane są w kalendarzu Kościoła. Wielki Tydzień, będzie duchowym podążaniem po śladach Chrystusa i Jego Matki; odkrywaniem wiary i wątpliwości uczniów, zdumieniem i poczuciem lęku. Spotkamy przyjaciół Chrystusa- tych z Betanii- Marię, Martę i Łazarza, staniemy w bliskości krzyża wraz z Marią Magdaleną- ocierając z krwi przebite gwoźdźmi rany Pana. Usłyszymy krzyk osamotnienia Chrystusa i płacz Matki tulącej do piersi martwe ciało swojego jedynego Syna. Przez te chwile trzeba przejść z pokorą i wiarą; niech nasze oczy i serca przedrą się, niczym zasłona przybytku; tak, aby zapieczętowany grób naszego serca, rozsadziła światłość Zwycięzcy- aby oślepił nas blask wschodzącego Słońca. Mądrość żydowska mówi, że Nisan to czas cudów. Tora określa ten czas, jako miesiąc kłosów. Jest to przypomnienie wyjścia z Egiptu. „Zaś owo Wyjście z Egiptu to alef i taw- pierwsza i ostatnia litera- w historii judaizmu… Od tego bowiem wydarzenia bierze swój początek pełna cudowności historia ludu Izraela”. Chrześcijanie jako „nowy Izrael”, pragnie również przejść drogę wyzwolenia wraz ze swoim Panem. „Nie wystarczy opuścić Egipt, trzeba jeszcze wejść do ziemi obiecanej”- pisał św. Jan Chryzostom. Kościół przeszedł po raz kolejny drogę pokuty, i pragnie odnowiony przejść ostatni odcinek drogi, wraz ze swoim Mistrzem. Ten półmetek inauguruje Wielki Tydzień- a rozpoczyna się podniosłym i radosnym śpiewem, skandującym wjazd Chrystusa na oślicy do Jerozolimy. W naszych uszach, tak jak w centrum Jerozolimy i na jej opłatkach, musi zabrzmieć: Hosanna- błagam, zbaw mnie Boże ! Chciałbym w tym roku rozważając poszczególne dni Wielkiego Tygodnia, wzmocnić przesłanie Ewangelii- ikonografią. Będę każdego dnia pochylał się na ikoną ilustrującą konkretne wydarzenia oraz odkrywał za pomocą sztuki, duchowe przesłanie wiary- dla siebie i moich czytelników. Ikona będzie stanowiła głęboki i wyczerpujący komentarz teologiczny. Zgadzam się z poglądem Hausera, „że każde dzieło kultury jest wytworem określonego społeczeństwa, wehikułem jego samorealizacji i środkiem porozumienia jego członków i jako takie są dzieła sztuki ze sobą zawsze porównywalne i czytelne”. Te słowa ze zdumiewającą trafnością odnoszą się do ikon- które, nie tyle wizualnie wzmocnią słowo, co uruchomią pokłady świeżego spojrzenia wiary. Dzisiejszą uroczystość, chciałbym omówić od zaprezentowania znanej ikony „Wjazd Chrystusa do Jerozolimy” (1405 r.,Sobór Błagowieszczeński- Kreml, Moska). – autorstwa genialnego artysty św. Andrieja Rublova. Wejście jest przedstawione na ikonach zawsze w ten sam sposób. Według Ewangelii Jezus schodzi ze swoimi uczniami
z Góry Oliwnej. Dlatego też po lewej stronie na ikonie ukazuje się Góra Oliwna,
z której zjechał na zwierzęciu Mistrz. Komentują ten epizod również głębokie w swej treści, teksty liturgiczne: „Ten, który zasiada na tronie cherubinów. Dla nas zasiadł na źrebięciu oślicy. I podążając ku dobrowolnej śmierci, słyszy dzisiaj dzieci wołające „Hosanna !”. Lud ogłaszający: „Synu Dawida, zbaw tych, których stworzyłeś. Błogosławiony Jezusie ! W tym bowiem celu przyszedłeś, abyśmy podjęli chwałę Twoją” ( Katyzma Jutrzni Niedzieli Palmowej). Powróćmy do ikony święta. Rublov bardzo dokładnie przedstawia to wydarzenie. Wyprzedzając swych uczniów, Jezus podąża do bramy Jerozolimy, w której wita go zgromadzony tłum. Za nimi, w tle widać monumentalne kopuły budowli miejskich- to świadczy o splendorze wielkiego Miasta. „Perspektywa piętrzących się wzgórz z delikatnie zakreskowanym pejzażem, podobnie jak sposób namalowania postaci Jezusa, odwracając się ku swym uczniom, zdradza mistrzowską rękę Andrieja Rublova”. Chrystus siedząc na osiołku- symbol Kościoła, który na swoim grzbiecie dźwiga Zbawiciela świata; przynajmniej tak postrzegali to Ojcowie Kościoła. W lewej dłoni trzyma zwinięty rotulus- to słowa Ewangelii, które pozostawia apostołom, aby w chwilach próby które nadejdą, szukali w nich oparcia. Prawą ręką błogosławi. Palmy w rękach witającego Go tłumy, symbolizują dar zwycięstwa i zmartwychwstania ( w tradycji etiopskiej i syryjskiej palma ewokuje krzyż, na którym Chrystus dokonuje aktu odkupienia). „Przed swoją największą kenozą Chrystus zostaje przyjęty jako w Jerozolimie jako Mesjasz- Król… Jednak ludzie mieli serca skierowane ku dobrom ziemskim i sądzili, że maja raczej do czynienia z odnowicielem królestwa Izraela niż ze zwycięzcą śmierci, Panem królestwa tego świata. Tylko dzieci nie myliły się, gdy wołały: „Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie” (M. Quenot). O czym wtedy myślał Pan ? Zachwycał się widokiem Świętego Miasta. A najbardziej rozmyślał o Świątyni Jerozolimskiej- przewidując w myślach jej tragiczną przyszłość. Pomimo tych wewnętrznych przeżyć o których możemy jedynie spekulować, wszystko na ikonie, zdaje się być przeniknięte radością i majestatem, niczym antyczne wkroczenie władcy- Adventus Augusti. Charakterystyczne w ikonie jest to, że zarówno Góra Oliwna, jak drzewo pośrodku pochylają się w kierunku orszaku Jezusa, przez co zostaje podkreślony odświętny i wypełniony splendorem charakter wjazdu. „Raduj się, Córko Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem ! Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny- jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy” (Za 9,9). „Nie bój się, Syjonie ! Niech nie słabną twe ręce ! Jahwe twój Bóg, Mocarz jest pośród ciebie, On zbawi, uniesie weselem nad tobą, odnowi swą miłość, wzniesie okrzyk radości” (So 3,17). Za tekstami proroków podąży wrażliwość liturgiczna Kościoła Wschodniego i będzie wołać w radosnym uniesieniu: „On spętał piekło, uśmiercił śmierć i świat wskrzesił. Małe dzieci, niosąc gałązki palmowe, śpiewały Ci, Chryste, jako Zwycięzcy i wołały tego dnia do Ciebie: Hosanna, Synu Dawida ! Dlatego też śpiewamy pełni zapału: Błogosławiony Ten, który przychodzi obudzić z grobu Adama. Przyjdźcie narody i ludy i oglądajcie dziś Króla niebios, który zbliża się do Jerozolimy, siedząc na pokornym osiołku, wywyższony jak na tronie…” Ten dzień rozpoczyna szczególny czas łaski- wjazd Chrystusa to bliskość Odkupienia
i zapowiedź nadejścia Królestwa Bożego. Ikona i Liturgia spotykają się ze sobą, stanowiąc opowieść o wielkich dziełach Boga- Magnalia Dei, których stajemy się naocznymi świadkami. Wchodzimy w misterium czasu i miejsca- kontemplując Paschę Chrystusa- w pełni bogoczłowieczeństwa, który przez swoje oddanie sięgające aż po Krzyż i bezgraniczną miłość Ojca, uczynił nas uczestnikami swojego boskiego życia.

Ikona Ukrzyżowania

I

J 18, 1 – 19, 42

… A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął ją do siebie. Potem Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: Pragnę. Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę nasączoną octem i do ust Mu podano. A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: Dokonało się! I skłoniwszy głowę, oddał ducha…

Wielki Piątek. Radość Wieczernika powoli przygasa, wraz z ostatnią zgaszoną lampką oliwną, widać rysujące się kontury ogrodu Getsemani. Pomimo upływu czasu, potrafimy doskonale wejść w wydarzenie zdrady, opuszczenia i bólu. Kościoły spowija cisza, ludzie zdają się być bardziej wyciszeni i refleksyjni; nawet w codziennym rytualne powitań dominuje nuta większej życzliwości. Kiedyś ten dzień był czasem żałoby, lamentu
i duchowego przeżycia śmierci- wraz z Tym, który pozostał całkowicie osamotniony. Ilu to ludzi żyjących przed nami skupiało się tylko i wyłącznie na zadawanemu Chrystusowi cierpieniu.; jakby nie potrafiąc spojrzeć dalej, poza wymiar okrucieństwa. Dla jednych to dramaturgia śmierci i osądzenia Boga, a dla innych to triumf Miłości- konieczny do zrozumienia, że nawet w grzechu- człowiek jest kochany przez Boga. Ikonografia Kościoła Wschodniego z niezwykłą wrażliwością i pieczołowitością transponuje przekaz Ewangelii, aby przez tragizm chwili, przebiła się nadzieja Paschy. Święty Grzegorz Wielki mówił: „Abyśmy mogli żyć, było konieczne, by Bóg stał się człowiekiem, aby móc umrzeć”. Dlatego Krzyż stał się największym argumentem miłości, i najbardziej przemawiającą atrybucją łaski Odkupiciela. „Bóg pojawia się i wyznaje swoją miłość i błaga, żeby Mu ją odwzajemnić… odepchnięty, czeka przed drzwiami. Za całe dobro które nam wyświadczył, prosi w zamian tylko o naszą miłość; w zamian za naszą miłość umorzy wszystkie nasze długi” (M. Kabasilas). Tylko tak należy rozumieć misterium Krzyża- miłość jako dar, który człowiek potrafi przyjąć i na niego odpowiedzieć w całej pełni. „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje…”( Łk 9,23). Ikona Ukrzyżowania odsłania zasłonę czasu i kontempluje w zachwycie triumf paschalnego zwycięstwa. Wyczuwamy tutaj wielką autonomię Chrystusa. Szczególnie ruskie ikony ukazują Pana, który dobrowolnie przyjął na siebie cierpienie, a szczytem tego jest dokonane zwycięstwo nad szatanem, grzechem i śmiercią. Obcy jest Wschodowi sposób akcentowania cierpienia, tak jak to możemy zobaczyć na licznych obrazach zachodnich. Nie ma tu doloryzmu i dostrzegalnego okiem, fizycznego procesu wyniszczenia. „Dla wschodniego chrześcijanina ważne jest oczyszczenie, odnowienie, aby w ten sposób dojść do światłości Taboru”. Rodzi się jakieś naturalne pragnienie uchwycenia- tu i teraz- eksplozji światła, które za chwilę rozpieczętuje grób. „Zbawiciel na krzyżu nie jest zwyczajnie zmarłym Chrystusem, jest Kyriosem, Panem własnej śmierci
i Panem swego życia. Męka nie wywołała w Nim żadnej zmiany. Pozostaje Słowem, Życiem wiecznym, które wydaje się na śmierć i przezwycięża ją” (P. Evdokimov). Tylko tak rozumiana wolność Boga rekapituluje stworzenie i człowieka- wszystko napełnia na nowo sensem oraz życiem. Krzyż stał się drzewem zasadzonym na Golgocie, aby człowiek zraniony grzechem mógł się po nim wdrapać ku nowemu życiu. Dlatego umieszczona w ciemnościach groty czaszka, staje się symbolem rehabilitacji pierwszego człowieka- Adama. Krew, która wytrysnęła z boku Nowego Adama, przywróciła do życia starego Adama i zniszczyła zapis starodawnej winy. Odkupienie to nowe stworzenie. Jak napisze ks. Hryniewicz: „Piękno utożsamiające się z miłością jaśnieje w tajemnicy kenotycznego samoumniejszenia i uniżenia Chrystusa… Uniżenie i opuszczenie ma sens zbawczy i wyzwalający… Tak rozpoczyna się droga uczestnictwa w światłości Taboru, przygotowująca dzieje ludzkości na objawienie Piękna Ostatecznego”. Tylko w Krzyżu i przez Krzyż Chrystusa, jesteśmy wstanie zrozumieć nasze życie i naszą przyszłość. To z wysokości narzędzia hańby i odrzucenia, Dobry Łotr usłyszał słowa nadziei: „Jeszcze dziś ze Mną będziesz w Raju !”

II

A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: Niewiasto, oto syn twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie. Potem Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: Pragnę. Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę pełną octu i do ust Mu podano. A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: Wykonało się!. I skłoniwszy głowę wyzionął ducha. ( J 18,1-19,42)

Z przebitego boku wypłynęła krew i woda”. Nie chcę, abyś, słuchaczu, przechodził obojętnie wobec tak wielkich tajemnic, zostaje bowiem jeszcze inny i tajemny sens. Powiedziałem już, że woda i krew są obrazem chrztu i Eucharystii. Z tych dwóch sakramentów bierze swój początek Kościół “przez obmycie odradzające i odnawiające w Duchu Świętym”, to znaczy przez chrzest i Eucharystię, które wywodzą się z boku Zbawiciela. Kościół więc powstał z boku Chrystusa, podobnie jak z boku Adama wyszła jego małżonka, Ewa. (św. Jan Chryzostom – Katecheza chrzcielna)

Niech powstanie Bóg i rozproszą się Jego wrogowie, niech ci, którzy Go nienawidzą, uciekają przed Jego obliczem. Jak się rozwiewa dym, tak niech się rozwieją, jak taje wosk wobec ognia, tak zginą szatani od oblicza miłującego Boga, żegnających się znakiem krzyża świętego i z radością mówiących: Bądź pozdrowiony, życiodajny krzyżu Boży, który odpędzasz szatany mocą ukrzyżowanego na Tobie Boga naszego Jezusa Chrystusa, który do piekieł zstąpił, podeptał moc szatańską i dał nam Ciebie, krzyż swój czcigodny, na odpędzenie wszelkiego nieprzyjaciela. O czcigodny i życiodajny krzyżu Boży, pomagaj mi z Najświętszą Władczynią, Dziewicą Bogurodzicą, i wszystkimi świętymi na wieki. (Modlitwa prawosławna)

Piękno twej woni zwycięża wszystkie aromaty, słodycz twojego nektaru napełnia głębię serca. Przez krzyż, Chryste, prosimy, przenieś nas tam, gdzie jest nagroda życia dla tych, których, przybity do krzyża, raczyłeś odkupić. (św. Piotr Damiani)

“Jaśnieje krzyż chwalebny, unosi ciało Pana. Zaś On swej krwi strumieniem obmywa nasze rany”. Wielki Piątek stawia nam przed oczy narzędzie kaźni- Krzyż, na którym Chrystus dokonał dzieła Odkupienia. Krzyż nie jest dziś znakiem hańby i powodem wstydu, lecz staje w centrum naszych serc jako znak chwały. Dzisiaj podniesiemy ten znak i będziemy śpiewać “Oto drzewo Krzyża na którym zawisło Zbawienie świata”. Pragniemy przyjąć dar krzyża który będzie się nam jawił jako pełen blasku i chwały…, Bóg króluje z drzewa życia. W chwili największego poniżenia na Krzyżu Chrystus jest tak samo wiecznym i żywym Bogiem. Tak więc spoglądając na ukrzyżowanego Chrystusa, widzę nie tylko cierpiącego człowieka, ale i cierpiącego Boga, śmierć na Krzyżu Pana jest zwycięstwem cierpiącej miłości. To Miłość jest silniejsza niż śmierć. To zwycięstwo miłości nad nienawiścią. “Życie Moje oddaję za owce… Nikt mi Go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję”(J10,15-18). “Chrystus na krzyżu objawia się nam jako zwycięski wojownik. Jezus wstąpił na krzyż jak wojownik na rydwan królewski, aby odnieść na nim zwycięstwo nad wrogiem. Ręce Chrystusa, Jego nogi i bok zostały zranione w boju. Przez swoje rany uleczył rany grzechu, zadane naszej naturze przez przewrotnego węża. Życie zostało dane w miejsce śmierci, chwała przyznana zamiast hańby. Dlatego wołamy za Apostołem: “Nie daj Boże abym miał się chlubić z czego innego jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie a ja dla świata” (Ga 6,14). Do zwycięstwa Pana na krzyżu można zastosować słowa wypowiedziane przez pewnego rosyjskiego kapłana kiedy przeżył cudem dramat obozu na Syberii: “Cierpienie zniszczyło wszystko. Jedno tylko przetrwało-MIŁOŚĆ”.

Zstąpienie do otchłani

Wielka Sobota- dzień wielkiego Szabatu Boga. Chrystus złożony w grobie odpoczywa, po tak wielkim boju, który dokonał się na drzewie kaźni. Zranione Jego dłonie, bok i nogi, są świadectwem dramatu, który zgotowała mu ludzkość; staną się znakami chwalebnego zwycięstwa nad złem świata, prześmiewczą- parodiującą obecnością demona. W sobotę dokonuje się jedynie to, co wyrażają słowa chrześcijańskiego Credo– „zstąpił do piekieł”. Zstąpienie do piekieł, widziane oczyma wiary, stanowi jedno, powiązane
i komplementarne wydarzenie: męki, śmierci krzyżowej i zwycięskiego zmartwychwstania. „Krzyż i zmartwychwstanie ukazują się w tej perspektywie jako dwa oblicza tego samego misterium. Tę właśnie jedność Chrystusowej Paschy wyraża ikonografia chrześcijańskiego Wschodu, przedstawiając Anastasis jako zstąpienie i wyjście z otchłani: Chrystus kruszy bramy krainy zmarłych, dźwiga Adama i Ewę za rękę i wprowadza wszystkich oczekujących Go do królestwa życia”. To nic innego jak duchowe doświadczenie zwycięstwa życia nad śmiercią, umiejętnie i z ogromną wrażliwością przetransponowane w ikonograficzną wizję. Słowa radosnego Troparionu oddają wizualizację tego misterium wiary. „Chrystus powstał
z martwych, śmiercią podeptał śmierć, i będących w grobach życie dał”. W ten sposób każdy wierzący może z właściwą dla siebie wrażliwością, kontemplować tajemnicę zbawienia, która stanowi jakże ważną prawdę o ostatecznej perspektywie życia w Bogu. Tu ciemność zostaje ostatecznie pokonana, ponieważ grzech został ugodzony w samo serce. Bunt Adama który stał się przyczyną strącenia w ciemność, teraz zostaje rozświetlony obecnością zstępującego Życia.

Wielka Sobota, zatem stanowi już antycypację wydarzenia wielkanocnego. „Między zstąpieniem do piekieł a zjawieniem się Zmartwychwstałego wobec uczniów zalega tajemnica otoczona milczeniem, niedostępna dla ludzkich oczu”- napisze ks. Hryniewicz. Wieczorem kiedy rozbłyśnie światło Paschału- wszystko nabierze nowego sensu. Tak jak od światła świat zaczął istnieć jako przygotowany do wejścia w relację z Bogiem, tak światło Chrystusa Zmartwychwstałego oświeci ciemności ludzkich serc, i pozwolić na nowo uchwycić oczom duszy, blask światła- zapowiadającego wielką eksplozję światła, które rozsadzi kamienny grób. Jak napisze św. Paweł „Albowiem Bóg, Ten który rozkazał ciemnością by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Chrystusa” (2Kor 4,6). Pisze o tej rzeczywistości, tak bardzo niepoznawalnej o. Corbon „Gdy bowiem wszelka praca ustaje, Ojciec „działa aż do tej chwili”, aby ukończyć arcydzieło swego przekazywania miłości- przenika On swoim tchnieniem ciało swego Jedynego Syna, które nosiło grzech wszystkich i przyjęło ich śmierć, i wskrzesi je jako żywe i niezniszczalne… Milczenie zmartwychwstania wskazuje- na misterium Królestwa, które nadchodzi. Od tej pory, w swym pełnym człowieczeństwie Jezus JEST; jakakolwiek zewnętrzna postać byłaby znakiem śmierci. Dlatego też nie „ukaże” się On swoim uczniom jako nieobecny, który dokonuje objawień, ale- zgodnie z klarownością słownictwa ewangelicznego- „pozwoli im się widzieć”. Ciało bowiem, które powstanie z grobu, nie jest już ciałem ludzkiego pragnienia, będzie ciałem na zawsze, po wszystkie dni, aż do skończenia świata i jeszcze dłużej- rozdzierając wieczność, ciałem Tego, który jest Życiem. To Życie wyleje się z grobu w poranek wielkanocny, zaskakując swoją inwazją ludzką percepcję i wszelkie oczekiwania. Te prawdy wiary należy przyjąć i kontemplować sercem, bo oczy, mogą nas zawiść… Spotkamy Chrystusa, o ile On sam pozwoli nam się zobaczyć i dotknąć.

Ikona Zmartwychwstania

Łk 24, 1-12

W pierwszy dzień tygodnia niewiasty poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień zastały odsunięty od grobu. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach. Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: «Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał. Przypomnijcie sobie, jak wam mówił, będąc jeszcze w Galilei: „Syn Człowieczy musi być wydany w ręce grzeszników i ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie”». Wtedy przypomniały sobie Jego słowa, wróciwszy zaś od grobu, oznajmiły to wszystko Jedenastu i wszystkim pozostałym. A były to: Maria Magdalena, Joanna i Maria, matka Jakuba; i inne z nimi opowiadały to apostołom. Lecz słowa te wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary. Jednakże Piotr wybrał się i przybiegł do grobu; schyliwszy się, ujrzał same tylko płótna. I wrócił do siebie, dziwiąc się temu, co się stało.

Wielkosobotnia cisza spowija jeszcze grób. Kościół trwa w świętym bezruchu, oczekując z napięciem na powstanie z martwych Chrystusa. Syn Człowieczy zostanie zbudzony ze snu śmierci. Poruszając wyobraźnię, opisuje to na sposób symboliczny średniowieczny Fizjologus, dostrzegając w Chrystusie śpiące lwiątko, które za lada moment tchnieniem życia obudzi Lew- Bóg Ojciec. „Tak też Bóg i Ojciec wszystkiego obudził Pierworodnego, naszego Pana, Jezusa Chrystusa, przed całym stworzeniem, aby ocalił On zbłąkany rodzaj ludzki”. Więzy śmierci, nie zatrzymają Go w ciemnym i zimnym grobie. Ukrzyżowanie było zwycięstwem jeszcze ukrytym, przykryte welonem smutku i rozstania. Dopiero w noc rozedrze się zasłona śmierci spowijająca świat i wytyczająca granicę zła. Zostanie pokonany największy z człowieczych lęków- strach przed objęciami śmierci. „Chrystus wstaje z martwych- napisze K. Ware, a swym powstaniem wyzwala On nas od trwogi i przerażenia: zwycięstwo Krzyża zostało potwierdzone, otwarcie pokazano, iż miłość jest silniejsza od nienawiści, a życie- od śmierci”. Śmierć została pokonana i zniweczone zostały plany złego ducha. Rozbrzmiewają zatem w całej pełni słowa homilii paschalnej św. Jana Chryzostoma: „Niechaj nikt się nie boi śmierci, albowiem śmierć Zbawiciela nas oswobodziła. Chrystus zmartwychwstał i demony upadły. Chrystus zmartwychwstał i demony się radują…” A łacińska sekwencja spotęguje to poczucie duchowej euforii: „Śmierć zwarła się z życiem i w boju, o dziwy, choć poległ Wódz życia, króluje dziś żywy… Wiemy, że zmartwychwstał, że ten cud prawdziwy. O, Królu Zwycięzco, bądź nam miłościwy”. Radość zdumiewającego faktu zmartwychwstania oddaje piękno i ekspresja ikony. Wschód nie pokazuje samego faktu wyjścia z grobu i triumfalnego pokazania się niczym „wschodzącego słońca”- jak możemy to dostrzec w ikonografii zachodu. Wschód kontempluje Anastasis, jako wydarzenie zstąpienia Chrystusa do otchłani ( to jedno z najbardziej tajemniczych przedstawień, wymykających się ludzkiej wyobraźni). „Chrystus jest jakby słońcem zstępującym do podziemi. Całe Jego postać jest pełna dynamizmu. Skraj szaty rozwiany i unoszony wiatrem świadczy o tym, że Zbawiciel zstąpił do piekieł tak szybko i nagle jak błyskawica. Jego stopy depczą skruszone bramy piekieł, wyrwane z zawiasów i skrzyżowane nad otchłanią, do której zostały wrzucone piekło i śmierć…” (G. Krug). Wszystko zostaje przeniknięte światłem i życiem; nie ma takiego bytu, który nie zauważyłby triumfu Zbawiciela. Euforia szczęścia… „A przecież Chrystus jest „Bogiem, który tańczy” – napisze O. Clement. Tak można Go zobaczyć na przykład na fresku w kościele Zbawiciela na Chorze w Konstantynopolu: Chrystus zstępuje do piekieł, jedną nogą rozbija bramy piekieł; a drugą zaczyna wstępować w jaśniejącą biel i wyrywa Adama i Ewę z grobów ! Oto Bóg, który tańczy !” Kościół pragnie tym samym entuzjazmem odpowiedzieć na dar wyzwolenia, radośnie naigrywając się ze śmierci. „Gdzie jest, o śmierci twoje zwycięstwo ? Gdzie jest,
o śmierci twój oścień ?” (1 Kor 15,54). To przesłanie święta radości, podejmuje każdy głęboko wierzący chrześcijanin. Każdy opieczętowany miłością Baranka wielkanocnego, chce wypowiedzieć innym- przesłanie nadziei: Nie bój się. Chrystus Zmartwychwstał !

Wielkanocna światłość

1J 1,7

Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu.

Fragment listu św. Jana, mówiący o poruszaniu się w światłości, najpełniej oddaje duchowe przeżycia chrześcijan wywodzących się z Kościołów Wschodnich. Wielkanoc dla braci prawosławnych jest największym doświadczeniem światłości; nie tylko przez coroczny cud zstąpienia świętego ognia w bazylice Grobu Pańskiego, ale nade wszystko przez misterium liturgii- Boskiej, która w całej swojej teatralności otwiera każdego kto tylko wstąpi do cerkwi na wydarzenie obecności Zmartwychwstałego Pana. Gogol pisał, że Rosjanie obchodzą Wielkanoc szczególnie uroczyście, ponieważ ich wiara oparta jest na nadziei.
Ze szczęściem, które wypisuje się na twarzach wiernych i podniosłymi słowami tropraionu zwiastującego triumf Syna Człowieczego, pokonującego śmierć, szatana i grzech- brzmi niczym litania: „Chrystus zmartwychwstał !”, a lud ile tylko sił w gardle odpowiada z wiarą- „prawdziwie zmartwychwstał”. W tym dniu cerkiewne świeczuszki udzielają światła inaczej, jakby intensywniej, odpowiadając na ciepłotę człowieczych serc- przepełnionych szczęściem Paschy. Ten chwytający za serce nastrój opisuje Czechow w opowiadaniu Święta noc:
„Ta sama niezwykła ruchliwość rzuca się w oczy i w samym wielkanocnym nabożeństwie. Carskie wrota we wszystkich nawach otwarte są na oścież, w powietrzu nad kadzielnicami unoszą się gęste obłoki kadzielnego dymu; kędy okiem rzucić, wszędzie światła, blask, pryskanie świeczek… Nie ma żadnych modlitw czytanych; wesołe i pośpieszne śpiewy nie milkną do samego końca; po każdym psalmie kanonu duchowieństwo zmienia szaty
i wychodzi z kadzielnicami, co się powtarza prawie przez dziesięć minut”. W tym plastycznym opisie zostaje odsłonięty najbardziej istotny sens; Kościół zdejmuje szatę smutku i przyobleka się w światłość Chrystusa. To szaty godowe tych, którzy wierzą iż Pan może nadejść w tej chwili. Święto pierwszego dnia i ósmego; noc przechodząca ze śmierci do życia i dzień spełnienia ludzkich tęsknot w którym Bóg „będzie wszystkim we wszystkich”.

Prawosławie głosi radość zmartwychwstania, obwieszcza czas łaski i przebaczenia. Wyrażają to słowa homilii paschalnej św. Jana Chryzostoma: „Jeśli ktoś jest uczciwy
i pobożny, niech znajdzie radość w tej dobrej i pełnej światłości uroczystości… Pan przeto przyjmuje pierwszego jak ostatniego i daje odpocząć tym, co o jedenastej godzinie przyszli… I nad ostatnim się lituje i pierwszego wynagradza, i jednemu daje i drugiego wspomaga… Niech nikt nie opłakuje grzechów przebaczenie bowiem z grobu zajaśniało.” Kościół Wschodni tak bardzo uwrażliwiony na grzech, w tym czasie odsuwa nawoływanie do pokuty
i pozwala zanurzyć się grzesznikom w przebóstwiającej światłości Pana. Znika myśl
o grzechu, ludzkiej ułomności, czy niegodności- każdy jest zaproszony na Ucztę Baranka. Nadzieja odsuwa smutek i przywraca nadzieję. Jak pisał o. Dumitru Staniloae: „Pascha centrum prawosławnego kultu, jest wybuchem radości, tej samej radości, którą odczuli uczniowie, kiedy ujrzeli zmartwychwstałego Zbawiciela. Jest to eksplozja kosmicznej radości wywołanej triumfem życia po wszechogarniającym żalu po śmierci- śmierci, którą nawet Pan życia musiał przecierpieć, kiedy stał się człowiekiem… Teraz wszystkie rzeczy są przepełnione pewnością życia, podczas gdy przedtem wszyscy konsekwentnie posuwali się ku śmierci. Prawosławie ze szczególnym naciskiem podkreśla wiarę chrześcijaństwa w triumf życia.” My chrześcijanie Zachodu, możemy wraz z naszymi braćmi pobiec wspólnie ku nadziei. Pobiec do pustego grobu, przystanąć i uwierzyć !

Ikona Wniebowstąpienia

Od samego początku chrześcijaństwo było głoszeniem radosnej obecności Pana.
W Kościele starożytnym cała Piećdziesiątnica była świętowaniem wniebowstąpienia, określano to wydarzenia jako analempsis- „wzięcie”- „Gdy dopełniały się dni Jego wzięcia z tego świata, postanowił udać się do Jerozolimy” (Łk 9,51). „Ta analempsis obejmuje nie tylko wniebowstąpienie, lecz całe wywyższenie lub zabranie Pana z tego świata, to znaczy Jego najgłębsze uniżenie na Krzyżu, które wszak było konieczne dla Jego wywyższenia”. Jak echo powracają w tym miejscu Chrystusowe słowa skierowane do uczniów: „Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża będzie wywyższony” (Mt 23,12). „Nikt nie wstąpił do nieba tylko ten, który zstąpił z nieba” (J 3,13). Święty Augustyn świetnie komentuje misterium tego wydarzenia, wkładając w usta Chrystusa przesłanie nadziei dla wierzących: „Bądźcie moimi członkami, jeśli chcecie wstąpić do nieba. W tym przeto zbieramy siły, tym żyjemy wszystkimi pragnieniami. O tym rozmyślajmy na ziemi, czy będziemy w niebiosach”. Przesłanie jest jak najbardziej czytelne; skoro Pan wstąpił do nieba, to tam jest nasza Ojczyzna do której w trudach egzystencji zmierzamy. Co z tej tęsknoty za innym wymiarem bytowania wyraża sztuka chrześcijańska, obnażając najbardziej głębokie tęsknoty za spotkaniem z Panem. Ikonografia kościołów, na Wschodzie i Zachodzie, stanowi ukazanie tajemnicy wniebowstąpienia w wymiarze całego Kościoła- pewnego sensus fidei. Pantokrator zdobiący apsydy bazylik, jest Tym wywyższonym przez Ojca, wraz z którym manifestuje swoją boską i życiodajną moc. „Wniebowstąpienie zakończy się wtedy- pisał o. Corbon, gdy wszystkie członki Jego Ciała zostaną przyciągnięte do Ojca i ożywione Jego Duchem”. Czyż nie taki jest sens odpowiedzi, którą aniołowie udzieli mężom z Galilei: „Dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo ? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjedzie tak samo jak widzieliście Go wstępującego do nieba”.

Wniebowstąpienie jest paschalnym działaniem Chrystusa, który wszystko napełnia, jak również nieustannie odchodzi i przychodzi pozostawiając ślady swojej obecności.
Te ślady obecności możemy odnaleźć w ikonie święta. Wraz z kontemplacją spowitego chwałą Chrystusa, dokonuje się podniesienie naszego człowieczeństwa, percepcji ludzkiego ducha- sur sum corda ! Tak jak podaje nam przekaz Ewangelii, tak wraz za nim podąża wyobraźnia ikonograficzna, próbująca uchwycić Chrystusowe „odejście”. Na ikonie cały Kościół zgromadzony na górze Oliwnej trwa w modlitewnym oczekiwaniu. Chrystus jako głowa Kościoła, Maryja- jego figurą, apostołowie- jego fundamentami. Na wszystkich ikonach Wniebowstąpienia wznoszący się ponad obłoki Chrystus przedstawiony jest w chwale i majestacie, w którym przyjdzie na końcu czasów, kiedy rozpocznie się eschatologiczny czas Paruzji. „Wznoszącego się Chrystusa, wspieranego przez dwóch aniołów, otacza krąg sfer kosmicznych, w którym promieniuje Jego chwała. Barwy szat anielskich odtwarzają barwy szat apostołów. Są to aniołowie Wcielenia, którzy podkreślają, że Chrystus opuszcza ziemię razem ze swoim ciałem i przez to nie oddziela się od ziemi i od wiernych, związanych z Nim przez Jego krew. Chrystus wyciąga prawą rękę w geście błogosławieństwa, a w lewej trzyma zwój Pism. Jest On źródłem łaski- błogosławieństwa i słowa- nauczania. Theotokos zajmuje miejsce centralne, jest osią grupy umieszczonej na pierwszym planie. Jej postać odcina się od białego tła szat anielskich. „Czcigodniejsza od Cherubinów i bez porównania chwalebniejsza od Serafinów’, stanowi od zawsze wytyczone centrum, w którym skupiają się światy anielski i ludzki, ziemia i niebo… Matka Boża, figura Kościoła, zawsze przedstawiana jest pod Chrystusem. Występuje w podwójnej roli: jako „orantka” wobec Boga, jest tą, która oręduje, jako „przeczysta”, wobec świata, jest świętością Kościoła”(P. Evdokimov). Apostołowie podzieleni na dwie grupy, otaczają Maryję- nową Ewę, tworząc tym samy doskonały krąg- jako symbol Kościoła którego zadaniem jest manifestacja Królestwa Bożego. „Z nieruchomością postaci Matki Bożej kontrastują gesty apostołów, wyrażające zdumienie, uwielbienie i zachwyt. Najbliżej Maryi zostali wyeksponowani św. Piotr i św. Paweł.” (ks. M. Janocha). Wszystkich spowija atmosfera rozmodlenia, spokoju i uwielbienia, gdyż tam ból rozstania łączy się z radością obecności w Duchu Świętym. Rozradowali się uczniowie, ponieważ teraz ich wiara jest doskonała i ich duch otwarty na zrozumienie tajemnic Chrystusa, już wiedzieli że przez Wniebowstąpienie otworzył bramy Nieba, a tym samym każdy z nich otrzymał zaproszenie aby tam wejść.

Duch Święty- Nasienie Boga

J 15, 26 – 16,4a

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Gdy przyjdzie Paraklet, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On zaświadczy o Mnie. Ale wy też świadczycie, bo jesteście ze Mną od początku. To wam powiedziałem, abyście się nie załamali w wierze…

Obietnica Ojca- Paraklet- Ten, który jest Pocieszycielem, Obrońcom, Trzecią Osobą Boską wstawiającą się za nami. Oczekiwanie na zstąpienie Ducha Świętego w darach i charyzmatach, napełniało młody Kościół świeżością i nadzieją. To niezgłębiona tajemnica nieustannej żywotności Kościoła; tak jak Duch unosił się na wodami w czasie aktu Boskiej kreacji, tak spoczywa na wspólnocie wierzących- czyniąc wiarę płodną i odważną w każdym momencie historii. To nic innego jak macierzyńska rola Ducha Świętego, wyraża się przez receptywność i życiodajność. „Ze wszystkich Osób Boskich jest On tą, która w sposób szczególny została nam „dana”. Jest On Darem Bożym par excellence i od tego bierze swe imię. W Trójcy Świętej jest On Miłością; to także jest jedno z imion własnych. Ale te określenia przystają matce bardziej niż jakiemukolwiek innemu i w jakiś sposób określają matkę. Nikt na ziemi nie jest tak nam „dany” jak nasza matka, i ona uosabia miłość w tym, co jest najbardziej bezinteresowne, wielkoduszne i oddane”( A. Lemonnyer). Takim Go wymalował Rublov na słynnej ikonie Trójcy. Kobiecy, smukły, czarujący młodzieniec, pełen matczynego spojrzenia- tajemniczy. „Trzeci anioł, najbardziej lekki i uduchowiony, kobiecy niemal, jest świadkiem dialogu dwóch pozostałych, pochyla głowę na znak zgody z nimi”- pisał Ałpatov. Żar Ognia, który na ikonie Zwiastowania z Novogrodu, schodzi niczym lawa (nasienie Boga)- napełniając łono Dziewicy Życiem. Ten, o którym można opowiadać tylko na sposób symboliczny, zostaje dane Kościołowi. Pneuma- tchnienie, wiatr muskający zielone liście drzew. Miłość przenikająca przez materialne mury świątyń, urzeczywistniająca moc sakramentów i użyźniająca glebę ludzkich serc. Chrystus, doskonale przewidział czas prześladowań, trudności oraz męczeństwa. Tylko ofiarowana Miłość, mogła podtrzymywać żar w duszach uczniów.
„I chociaż niszczeje w nas człowiek zewnętrzny, jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z każdym dniem” (2 Kor 4,16). Dlatego Kościół w chwilach największych prób, pokornie przyzywał Pocieszyciela. Święty Symeon Nowy Teolog- wielki mistyk, który namacalnie odczuwał działanie Ducha pisał: „Nie boję się śmierci, bo ją przezwyciężyłem. Nie wiem, co to takiego smutek… I ja bez przerwy nocą i dniem widzę światłość”. Pozostawiam na koniec tego rozważania modlitwę Sorena Kierkegarda: „W naczyniu kruchej gliny my, ludzie, niesiemy Najświętszego. Ale kiedy Ty, o Duchu Święty, mieszkasz w człowieku, to mieszkasz w tym, co jest nieskończenie niskie. Ty, Duch świętości, mieszkasz w nieczystości i brudzie; Ty, Duch mądrości, mieszkasz w głupocie; Ty Duch prawdy, mieszkasz w kłamstwie ! O zamieszkaj we mnie na stałe… Obyś pewnego dnia upodobał sobie w tym mieszkaniu, które sam sobie przygotowałeś w nieczystościach, złości i kłamstwie mojego serca”.

Śmierć i zmartwychwstanie Bogurodzicy

O, przedziwny cudzie ! Źródło życia spoczęło w grobie i grób staje się drabiną nieba. Wesel się Getsemani, święty domu Bogurodzicy ! Dziewico, uczyń Twoje sługi godnymi ujrzenia Królestwa Twojego Syna.

 

Liturgia Zaśnięcia i Wniebowzięcia Maryi otwiera świat na perspektywę wieczności. „Jakże piękna jesteś, Przyjaciółko moja”- woła Ten, który przez Jej łono zszedł na ziemię
i stał się jednym z nas. Kościół przenika zapach kwiatów, ziół i kadzidła. „Teraz wszystko jest napełnione światłością” (Jutrznia paschalna). To duchowa wiosna- jakże zbliżona do poranka wielkanocnego. „Ona okryła sobą całe ludzkie zepsucie i uczyniła godnymi tego, żeby z nimi żył Bóg, i uczyniła ziemię miejscem godnym przebywania Zbawiciela”
(M. Kabasilas). Wonności i blask wotywnych świec, przywołują piękno Tej, która zasnęła snem śmierci, a którą wywyższył Jej Syn- a nasz Pan Jezus Chrystus. „Weszła do wiekuistego blasku nieba, jest u Boga, zostaje wzięta do głębi Boskiego morza i żaru. Maryja jest włączona do świętego miasta Bożego”(O. Casel). W zaśnięciu Najświętszej ze wszystkich kobiet i wywyższeniu ku górze- Kościół antycypuje Paruzję i proklamuje prawdę
o zmartwychwstaniu każdego z nas. „W Chrystusie zaczęła się już Pascha świata- pisał
A. Schmemann- przejście i przetworzenie świata w Królestwo Boże, i ze świętem tej paschy, jej pokojem i radością w Duchu Świętym przeniknięte jest już życie. Albowiem Chrystus zmartwychwstał i nastało królestwo Życia.” Tę drogę zmartwychwstania jako pierwsza pokonuje nowa Ewa- „Niewiasta obleczona w słońce,” a wszyscy podążają za Nią. Cała ludzka historia w Niej odzyskuje swój sens, staje się Oblubienicą Baranka wychyloną radośnie ku nowemu stworzeniu. Jej czas zamienił się w wieczność. „Wszystko stało się światłem niezniszczalnym i zachód przemienił się we wschód”(Klemens Aleksandryjski). Starożytność chrześcijańska określała ten dzień jako „Śmierć i zmartwychwstanie Bogarodzicy.” Olivier Clement próbując wyjaśnić głębię tego święta, zestawia ze sobą dwa przedstawienia ikonograficzne. „Pierwsze przedstawia Matkę trzymającą i ochraniającą Dzieciątko, czasami przytula do swego policzka Jego twarzyczkę. Maria- w imieniu całej ludzkości przyjmuje Boga. To pierwsze assumptio- przyjęcie boskości przez ludzkość. Na drugiej ikonie wszystko zostaje odwrócone: Matka nie żyje, jej leżące ciało, jak czarna poczwarka, przecina poziomo kompozycję. Lecz przestrzeń śmierci zostaje otwarta, pojawia się Chrystus zwycięski, pion światła, czyniący z ikony chwalebny krzyż. Bierze w ramiona nieoddzieloną od ciała duszę swej Matki, przedstawioną w postaci dziecka, którego narodziny dokonują się w Królestwie.
I przytula twarz tej kobiety- dziecka: zalążka i antycypacji przemienionego dzieła stworzenia. Jest to drugie assumptio, tym razem przyjęcie człowieczeństwa przez boskość.” Ikona wciąga nas nieznane i tak bardzo upragnione głębie życia. „Jeżeli nie żyje się na ziemi dla nieba, nie można osiągnąć nieba poza granicami grobu”- przekonywał biskup Filaret Czernigowski. Tylko sztuka obrazuje to, przy czym słowo zapada w błogie milczenie. „Krąg śmierci nie mógł powstrzymać Matki Życia, ponieważ Jej Syn przeniósł Ją do życia przyszłego wieku” (kontakion, ton 2). Theotokos, otwiera na oścież portal wieczności- krainę życia- wołając swoje dzieci, aby zobaczyły dom Ojca w którym jest mieszkań wiele. „Pociągnij nas za sobą, pobiegniemy za wonią twych pachnideł” (Pnp 1,3).

 

Podobny obraz

Narodzenie Pańskie, szkoła Andrzeja Rublova, (ok. 1410-1430), Galeria Tretiakowska, Moskwa.

http://1.bp.blogspot.com/-RsWIdDxlI28/UPLfprTnByI/AAAAAAAAC0o/IDLjUCKzmbA/s1600/3-Chrzest-Moskwa.jpg

Chrzest Pański, (XVw.). Ikona ze szkoły moskiewskiej.

Znalezione obrazy dla zapytania icon transfiguration

Przemienienie Pańskie, szkoła Teofana Greka, (ok. 1404), Galeria Tretiakowska, Moskwa.

Znalezione obrazy dla zapytania ikona Ukrzyżowania

Ukrzyżowanie Chrystusa, pracowania mistrza Dionizego (1500), Galeria Tretiakowska, Moskwa.

Podobny obraz

Anastasis- Zstąpienie Chrystusa do Otchłani, Chora XIV w.

http://4.bp.blogspot.com/-eygSyBLMyF4/UY91udZMCPI/AAAAAAAADiw/kOaZxkT4UxE/s1600/3-Novgorod-15w.jpg

Wniebowstąpienie Pańskie, ikona z Novogrodu XVw.

Znalezione obrazy dla zapytania Piękno zbawi świat   Nasienie Boga

Zwiastowanie, fragment ikony z Novogrodu, XV w.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *