
Dwie niedziele wstecz byliśmy ostrzegani przed herezją pracy, hałasem i zgiełkiem. Czyżby zasiedzenie Marii u stóp Jezusa było lepsze od zapracowania i zabiegania Marty? Czytana dziś przypowieść odkrywa Jezusa, któremu zależy, aby Jego uczniowie się nie zasiedzieli i nie zakorzenili w jednym miejscu. Mają iść i głosić „przybliżyło się do was królestwo Boże”! Idąc mają nieść miłosierdzie potrzebującemu! Chrześcijan oddaje do dyspozycji Jezusa swoje nogi i usta („idźcie i głoście”), swoje oczy i serce („gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko”). Jak Samarytanin jesteśmy w drodze, a stopy, usta, oczy, dłonie, gotowe pomagać serce są naszym skarbem w tej wędrówce z ziemi do Nieba. Zakaz lenistwa dla nóg, ust, oczu i serca! Stop dla zasiedzenia!
Gdzie odnaleźć odpowiedź na pytanie „co czynić aby osiągnąć życie wieczne”? Lenistwo zasiedzenia, lenistwo ust, oczu, serca i dłoni zaczyna się od lenistwa słuchania. „Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?” Wiemy, co jest napisane w gazecie i Internecie, ale w Piśmie Świętym? Tu poruszamy się jak po lesie w środku nocy. Zakaz lenistwa dla uszu, które wchłaniają chwasty informacji, a są zatkane na Słowo Boże!
Cwany jest uczony w Prawie usprawiedliwiając się pytaniem „a kto jest moim bliźnim?” Podobny jest do Piotra pytającego „ile razy mam przebaczyć?” Miłość nie może mieć granic! Gdyby nasze serca ograniczały się „do niektórych bliźnich” i do „przebaczenia siedem razy” to i serce Ojca z Nieba widzielibyśmy ograniczonym. On jednak dał Swego Syna dla wszystkich. Wszyscy którzy są utrudzeni i obciążeni mogą przez Syna przyjść do Ojca. Nie pytajmy „komu mamy pomagać?” usprawiedliwiając się, że niektórym nie da się pomóc, lecz miłosiernie serce otwierajmy przez każdym. Tak jak to robi Ojciec z Nieba.
Miłosiernymi dziećmi tego Ojca stajemy się także przez zaangażowanie finansowe. Dwa denary wydane na rzecz nieznanego oraz kieszeń/sakwa/portfel gotowe dać więcej „a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał” to Boga klucz do otwierania drzwi serca każdego bogatego. Bóg nie patrzy na to ile dajemy innym, a na to ile zostawiamy wyłącznie dla siebie. Nic nie znaczą bowiem pieniądze, którymi mogliśmy kogoś uratować, a nie zdążyliśmy. Lepiej dać ewangeliczne dwa denary, niż chwalić się, że mieliśmy na koncie w banku sto razy więcej. Miłosierdzie to nie teoria – podziwianie comiesięcznego wyciągu z banku i wyniku naszych oszczędności, lecz praktyka dawania/poświęcania dwóch denarów „Idź, i ty czyń podobnie!” Powodzianie potrzebują twoich dwóch denarów. Rodzice kwestujący na rzecz operacji dziecka – potrzebują twoich dwóch denarów. Rodzina, która straciła dach po przejściu wichury i inna, której spalił się dom. Wszystkich nie uratujesz dwoma denarami. Ale odmówić sobie raz paczki papierosów, innym razem kilku piw w tygodniu, ciastka francuskiego do kawy czy zakupu kolejnej bluzki, koszuli, spodni to sposób na odnalezienie w swoim sercu dwóch denarów. Zawsze coś w nim się znajdzie, by poszkodowanemu pomóc.
Dodaj komentarz