„Radość, której nikt wam nie zdoła odebrać” – Rozważanie na Piątą Niedzielę Niedzielę po Uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego (J 16,16-30) (o. Jacek Brakowski)

wpis w: Rozważania | 0

Święty Jan w przepiękny sposób oddaje przesłanie Jezusa o powtórnym spotkaniu z nim w rzeczywistości przemienionego świata. Rzeczywistość budowania w naszym życiu Królestwa Bożego na ziemi splata się z rzeczywistością przebóstwionej rzeczywistości. Cierpienie i smutek, troska i niepokój przeżywane w doczesnej rzeczywistości staną się radością rzeczywistości mesjańskiej. To niezwykle podniosła i niewyobrażalnie radosna prawda naszej wiary!!!

Niesamowita jest paralela Jezusa o rodzącej matce… Jako duchowny prawosławny miałem trud i zarazem ogromną radość być przy narodzinach. Ból i cierpienie mojej Żony splatało się z misterium przychodzącego na ten ziemski świat stworzenia Boga. Tajemnica ludzkiej miłości, często pełnej niedoskonałości i wymagającej stałej pracy, splata się z cudem miłości i życia danego przez Boga w cudownym narodzeniu dzieci… Całuję ziemię pod stopami mojej Żony, która stała się dla mnie „rodzącą MIŁOŚĆ” samego Boga… Jeśli ktokolwiek w życiu miał radość poczucia zapachu niemowlęcia ten wie, jak pachnie MIŁOŚĆ Stwórcy! To uczucie towarzyszy mi od 9 roku życia, kiedy po raz pierwszy zostałem stryjem. Gdy zostałem ojcem ten „zapach” miłości Boga towarzyszy mi każdego dnia… Wiem, że jako człowiek jestem bardzo niedoskonały i pełen wad…, ale spoglądając na dzieci doświadczam miłosierdzia za wszystkie grzechy przeciwko miłości bliźniego, które są moim udziałem. Doświadczam też odwagi pokonywania własnych słabości wbrew logice tego świata… „Radość, której nikt nie zdoła wam odebrać” – mówi Jezus. To radość NOWEGO ŻYCIA z Bogiem i w Bogu.

I jeszcze jedna refleksja… gdy umierał mój tato Ludwik, miałem sposobność być przy nim. Jednak nie było mnie z nim ze względu na pracę duszpasterską w minucie śmierci… Nie było tam nikogo …oprócz Jezusa. Mama z Bratem przyjechali dokładnie 7 minut po odejściu Taty do Ojca. Ostatnie słowa jakie od Taty usłyszałem to: „synek, co jeszcze ja mogę zrobić? Odpowiedziałem: „Nic Tatuś, odpoczywaj…”- i ucałowałem Jego dłoń… Widziałem spokój w Jego oczach i radosne wytchnienie. Następnego dnia odszedł do Boga i Bożej Rodzicielki, których tak bardzo kochał… Podczas przygotowania do pogrzebu nieustannie towarzyszyła mi jedna myśl: jeżeli mój Tato był tak dobry dla nas, to jak dobry musi być Bóg Ojciec? Nic nie jest w stanie odebrać człowiekowi radości bycia przyjacielem Boga w Trójcy Jedynego. Ojciec i Syn i Święty Duch są największą i ponadczasową radością człowieka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *