Z pewnością komentarz Jana Apostoła i Ewangelisty do opisu ostatnich ziemskich godzin Jezusa, które spędził w Jerozolimie ze swoimi Apostołami w Wieczerniku, mówi o zbliżającym się kresie życia Mistrza z Nazaretu. Jan „widzi”, że miłość Chrystusa do Apostołów, nie straciła na świeżości, że dziś jest tak samo silna, jak wtedy kiedy powoływał ich u początku nad Jeziorem Genezaret, 3 lata wcześniej, że miłuje Ich do ostatniego tchu, do ostatnich chwil życia, „do końca”.

Jednak „koniec” ma inny wymiar, niż tylko czasowy. „Do końca” świadczy o intensywności miłości, już bardziej nie da się kochać i to kochać wszystkich, bez wyjątku. Nie jest łatwo kochać „Judaszów”, którzy nas ośmieszają, którzy wobec nas są zafałszowani, którzy polują na nasze potknięcia i błędy. Jezus tak potrafi – kocha i Piotra, i Jana, i Judasza. Nie segreguje lepszych i gorszych, przebacza, daje nową nadzieję i nową szansę. Każdemu.
U nas bywa inaczej. Nie do wszystkich przyjaciół wyślemy życzenia świąteczne, nie z każdym się przywitamy, nie do każdego przechodzącego sąsiada powiemy „dzień dobry”, nie z każdym chcielibyśmy siedzieć przy świątecznym stole, obrażeni błędem sprzedającego nie do każdego sklepu wstąpimy na zakupy.
Po to Jezus umył stopy wszystkim Apostołom oraz dawał Im wszystkim chleb i wino przemienione w Komunię Świętą, aby jako kapłani zdobywali „sprawność” Jezusa – miłować wszystkich, służyć wszystkim, nikogo nie pozbawiać nadziei na przebaczenie. Tego uczy nas Chrystus w Wieczerniku, podczas Ostatniej Wieczerzy. Choć taka miłość, miłość „do końca”, jest trudna, bolesna, budząca bunt sumienia, to jednak jest też piękna. Przez dłonie kapłanów, dawaj nam, Chryste Zbawicielu, Siebie w Komunii Świętej, aby nas miłość, taka Twoja, „do końca”, nie zmęczyła.
Dodaj komentarz