Duch mądrości i radości Bożej – rozważanie na Uroczystość Niedzieli Zesłania Ducha Świętego 19.05.2024 (o. Jacek Brakowski)

wpis w: Rozważania | 0

Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie”. (J 14,16-17)

Podczas dzisiejszej Uroczystości Niedzieli Zesłania Ducha Świętego w sposób szczególny rozważamy tajemnicę obecności tej Osoby Trójcy Świętej w naszym życiu. Jest to bowiem spełnienie obietnicy samego Jezusa, które dokonuje się w życiu każdego z nas jako osoby, która dzień po dniu stara się pokładać ufność w Ewangelii. Życie nakazami Ewangelii nie byłoby możliwe bez pomocy Ducha Świętego. To prawda, którą św. Paweł wyraża w swoim liście do Koryntian : „Otóż zapewniam was, że nikt, pozostając pod natchnieniem Ducha Bożego, nie może mówić: «Niech Jezus będzie przeklęty!». Nikt też nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: «Panem jest Jezus». Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich. Wszystkim zaś objawia się Duch dla [wspólnego] dobra. (1 Kor 12, 3-7)

A zatem wszystkie nasze dary (charyzmaty) mają swoje źródło w mocy Ducha Świętego. Od nas też zależy czy je przyjmiemy czy też nie. Dary Ducha Bożego mają nam dopomagać przeżywanie codzienności w myśl zasad Chrystusowej Ewangelii. To bardzo trudne zadanie, które bez mocy Pocieszyciela nie byłoby możliwe. To pierwszy wątek dzisiejszego rozważania.

Druga myśl, jaką chciałbym się podzielić wynika z głębokiej symboliki tekstu z Dziejów Apostolskich. W pierwszym opisie zesłania Ducha Świętego (Dz 2, 1-11 – przeznaczonym do odczytania podczas dzisiejszej Boskiej Liturgii) czytamy „Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy…”. Chodzi o czas szczególny. Jest to czas zapowiedziany przez Boga w Przymierzu Starego Testamentu, lecz także przez samego Mesjasza. Pięćdziesiątnica, to czas wypełnienia się w całej okazałości i całym Bożym majestacie mocy Boga, która przenika przede wszystkim do głębi nasze jestestwo – umysł, duszę, ducha , ale także i ciało. Dokonuje największego z cudów Bożych w naszym życiu, jakim jest władanie Boga naszymi sercami! Mało tego, gdy czytamy dalej, że „znajdowali się wszyscy razem na tym samy miejscu” ukazuje się naszej wyobraźni obraz Kościoła, jako zjednoczonej mocą Ducha Świętego wspólnoty zmierzającej ku temu samemu celowi. To ukazanie niezwykłej duchowej jedności wierzących w Chrystusa, która jest antytezą do osiągania jedności „na ludzki sposób” w obrazie budowania przez ludzkość wieży Babel (Rdz 11). Wówczas było to budowanie cywilizacji bez Boga, a nawet wbrew zamysłom Bożym. Wyraz kpiny z Boga.

Dalsze wersety wspomnianego wcześniej pierwszego opisu zesłania Ducha Świętego niosą ze sobą także bardzo bogatą w symbolikę treść. Ja chciałbym się jednak zatrzymać w tym miejscu, aby wskazać na bardzo istotną dla nas prawdę. Otóż żyjemy w czasach, w których budowana jest rzeczywistość urągająca Bogu i Jego miłości. Określamy ją cywilizacją śmierci – bo taką jest. To cywilizacja, która kpi nawet z naturalnie przypisanych praw ludzkich, takich jak prawo do życia czy wolności, nie wspominając już nawet o godności ciała ludzkiego. Ja określam ją “cywilizacją pokrętnej logiki”, która jest domeną diabła. W takim świecie, który nas otacza, jako chrześcijanie musimy dawać wyraźne świadectwo naszego życia mocą Ducha Świętego! Ukazywać, że On przenika i bezpośrednio wkracza w naszą rzeczywistość, jeżeli my sami tego pragniemy. Nasze świadectwo wiary będzie możliwe jednak tylko wówczas, jeżeli sami będziemy w nieustannej jedności z Bogiem i wspólnotą Kościoła. Jeżeli chcemy ludziom biegnącym ku samozagładzie ukazać alternatywę życia w przyjaźni z Bogiem, to sami musimy żyć pełnią darów Bożego Ducha – ducha mądrości i bojaźni Bożej, a zarazem ducha niewyczerpanej radości i szczęścia!

Dobra samotność – Rozważanie na VI Niedzielę po Uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego 12. 05. 2024 (o.Paweł Barylak)

wpis w: Rozważania | 0

“A podniósłszy oczy ku niebu Jezus rzekł” (J 17, 1). Tym gestem Jezus uczy nas … modlitwy. Oczywiście – najważniejsze w niej są słowa wypowiedziane z serca (J 17, 1-8, treść Ewangelii z Boskiej Liturgii niedzieli 12 maja), ale już same oderwanie wzroku od ziemi pomaga sercu modlić się. Jezus w tamtej chwili, tuż po Ostatniej Wieczerzy, oderwał oczy od Apostołów, od stołu, od tego, co na nim, od troski, że wkrótce zostanie pojmany w Ogrodzie Oliwnym, od strachu przed śmiercią – i patrząc w niebo zaczął mówić do Ojca. Jego jak najbardziej interesują nasze ziemskie sprawy, relacje z najbliższymi i to co na stole – to powinno być treścią modlitwy – ale ważniejsze wydaje się być oderwanie od tego i patrzenie w Twarz Ojca. Jezus podniósłszy oczy ku niebu oddał się Ojcu, oddał w Jego dłonie los Apostołów i troski ziemskie. 

Gest Jezusa przypomina Jego naukę “Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu” (Mt 6, 6). Żeby oderwać oczy od Bliskich i stołu, trzeba codziennie znaleźć pokoik osobny, zamknąć jego drzwi, być w nim samemu i tam próbować mówić do Ojca i słuchać Go. Pokoikiem i zamkniętymi drzwiami odseparuj się – by być tylko z Ojcem i dla Niego! Bliscy będą pukać do drzwi. Zadawać przez drzwi pytanie “Co Ty tam robisz?”  W tym czasie telefon (jeśli niestety weźmiesz go z sobą do tego pokoiku modlitwy) będzie Cię odrywać od Ojca i od Jego słów do Ciebie i twoich do Niego. Do głowy będą Ci napływać plany na najbliższe godziny (“co dziś jeszcze jest do zrobienia?”), ale Ty trwaj w pokoiku modlitwy i w modlitwie. Tych kilku czy kilkunastu minut nie popsuj odbierając smsa czy pisząc na karteczce plan zakupów do zrobienia tuż po modlitwie. Zawalcz o modlitwę, a Ojciec zwróci Cię Bliskim przemienionym! Czas z Nim jest czasem Twojej przemiany!

Oderwanie wzroku od doczesności, podniesienie oczu ku niebu, osobny pokoik (może to być pokoik, biuro, ławka przed domem i w parku, krzesło w ogrodzie, samochód), zamknięte drzwi to konieczne warunki do dobrej modlitwy. Samotność tak uzyskana jest po to, by być Sam na Sam z Ojcem. Aby poznawać Go. Aby samemu dawać się Jemu poznać. Aby poznawać Jego naukę oraz jak On patrzy na twoich Bliskich i twój stół. Nie da się modlić będąc cały czas z innymi i pochłoniętym sprawami doczesnymi. Gdy los daje Ci kilka minut samotności – przyjmij je z pocałowaniem Dłoni, która Ci je daje. To Dłoń Ojca,który też ze swej strony zatroszczył się o kilka minut twojej samotności. Dając Ci kilka minut bez jakichkolwiek spraw, bez telefonu, bez słów Bliskich – sam zamknął Ci drzwi izdebki, gdy ty jeszcze sam tego nie potrafisz zrobić. W izdebce podnieś oczy ku niebu i kosztuj życia wiecznego (J 17, 3).

Niewypowiedziane szczęście spotkania – Rozważanie na V Niedzielę po Uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego 05.05.2024 (o. Jacek Brakowski)

wpis w: Rozważania | 0

Oczekiwanie jest wyrazem nadziei. Czekamy na jakąś osobę lub wydarzenie z takim nastawieniem serca, że z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością spodziewamy się, że ktoś nas odwiedzi, bądź jakieś wydarzenie nastąpi. Zatem oczekiwanie na spotkanie z Chrystusem w niedalekiej perspektywie naszego życia jest przepełnione radością, że ziści się w naszym życiu obietnica dana nam przez Zbawiciela: „Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać.” (J 16,22).W perspektywie zbliżającej się Uroczystości Wniebowstąpienia Pańskiego jako ludzie wiary musimy zdawać sobie sprawę z wagi obietnicy „spotkania”. Owo „spotkanie” będzie miało dla nas wymiar nieprzemijający, trwały, pełen niewypowiedzianej i nieprzemijającej radości, której staniemy się „właścicielami”. W życiu, jak wskazuje Zbawiciel, doznajemy wielu niepokojów, trudnych sytuacji, stawiania czoła słabościom własnym i cudzym, często może nawet rozgoryczenia. Jednak ta nadzieja „spotkania w szczęściu” z Chrystusem pozwala nam na nabranie odpowiedniej perspektywy przezywania naszego doczesnego życia.

Pozwolę sobie podzielić się okruchem własnego przemyślenia takiej perspektywy życia. W ostatnim czasie staram się powrócić do zabawy w sport – na miarę swoich obecnych możliwości – i towarzyszyć swoim wychowankom w treningach oraz turniejach tenisa stołowego. Podczas jednego z powrotów do domu z kolejnego turnieju nasi młodzi zawodnicy, jak to zwykle bywa, postanowili przekąsić coś w restauracji. Tak się złożyło, że tym razem pojechała ze mną moja Żona i dzieci. Stanowiliśmy więc mocną, kilkunastoosobową ekipę, która „wdarła się” do pomieszczeń restauracyjnych, zmówiła przekąski, a następnie zaczęła je z apetytem konsumować… I tu spotkała mnie pewna „namiastka szczęścia”… Poczułem niewypowiedzianą radość z faktu, że jestem tu z Żoną oraz tymi wszystkimi dziećmi. W tym momencie, pomimo przeżywania różnych życiowych wyzwań i niepokojów, trosk i zadań jakie są przede mną, poczułem ogromny pokój serca. Autentyczna radość z faktu, jak to Bóg daje mi przeżyć tak piękne chwile ze swoimi bliskimi. Cieszyłem się z obecności każdego z nich z osobna, takimi jakimi są… Pomyślałem wtedy, że tak właśnie musi wyglądać niebo, że warto tam z nadzieją zmierzać, że warto „wniebowstąpić” za Chrystusem, aby czuć to niewypowiedziane szczęście i radość z obecności drugiego człowieka! Że warto kochać, szczególnie rodzinę, dzieci i młodzież, dać im to, co najlepsze z siebie samego… i liczyć na to, że miłosierny Pan przyjmie to wszystko jako mój skromny dar z siebie…

Przed każdym z nas jeszcze wiele pracy nad sobą i ogrom chwil do dobrego i godnego przeżycia każdego danego nam przez Boga dnia. Trzeba pokonywać własne ograniczenia i słabości i dawać szansę innym. Jednak warto czynić ten wysiłek wsłuchując się w słowa Jezusa:

To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat”. (J 16,33)

Bogaty biedak i biedny bogacz – Rozważanie na IV Niedzielę po Uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego 28.04.2024 (o. Paweł Barylak)

wpis w: Rozważania | 0

Przerażająca jest bezimienność bogacza w przypowieści Jezusa (Łk 16, 19-31). Co z tego, że miał pałac, pieniądze na zabawę i wspaniałe szaty. Mimo to jego imię nie zapisywało się w sercu Boga. To tak jakby Bóg nie chciał znać go ani za życia, ani po śmierci. Ta bezimienność jest konsekwencją głupiego życia. Głupota wyrażona zdaniem „dzień w dzień świetnie się bawił” polega na tym, że bogacz dzień za dniem tracił świadomość, po co żyje. W hałasie codzienności i zabaw gubiło się jego sumienie. W wystawności stołów i przepychu ubrań stracił świadomość, że u bram jego pałacu leży biedak. Dzień po dniu, świetnie się bawiąc, tracił Niebo, a zbliżał się do bramy otwierającej Otchłań. Postawą bogacza Jezus przestrzega nas przed pokładaniem ufności w dobrobytach doczesności. Zdaje się mówić, abyśmy nie przehulali życia, a śmierci nie przegapili. Ona przyjdzie. Ona przychodzi do nas dzień po dniu. W jej godzinie okaże się czy żyliśmy mądrze czy głupio.

Okryty wrzodami żebrak, cuchnący chorobą i łaknący odpadków ze stołów bogacza, ma imię. Dla bogatej części społeczeństwa jest to tylko bezimienny żebrak; dla Boga jest to Łazarz. Bieda nie skreśla jego imienia z bożego rejestru. Po śmierci aniołowie niosą go na łono Abrahama. Tutaj doznaje pociechy, której próżno oczekiwał w doczesności od bogacza. W losie Łazarza Jezus zapewnia nas, że wszelka bieda ma swój kres. Pocieszająca jest perspektywa wiecznego wyzwolenia i radowania się po śmierci Smutek ustąpi, a zniszczone wrzodami (czy inną chorobą) ciało zostanie przeobrażone w bożym miłosierdziu.

Bogacz dopiero w Otchłani przebudził się. Za życia nie troszczył się o żebraka, a teraz przypomniał sobie o istnieniu pięciu swoich braci. Prosi ojca Abrahama, aby do nich posłał Łazarza:  z przestrogą, żeby żyjąc mądrze uniknęli cierpień po śmierci. To w życiu doczesnym jest czas na odruchy miłosierdzia. Na budzenie sumienia. Na oddawanie go formowaniu w dłoniach Stwórcy. Na ćwiczenie oka w zauważaniu głodnego chleba i szacunku. Na trening dłoni, by ciszej zamykało drzwi. Na gimnastykę ucha, by – choćby przy kawie – słuchać człowieka z uwagą, odlepiając oczy od ekranu smartfona. Na dotlenienie serca miłością, by nie zadusiło się w egoizmie. Najwyraźniej wynika z tej przypowieści, że bieda w Łazarzu prawości sumienia nie zabiła. Bo w każdej sytuacji, w bogactwie i biedzie, można ocalić sumienie.

o. Paweł Barylak